Andrzej Kosmala nie wytrzymał. W mediach społecznościowych wrzucił post, który dosłownie w kilka godzin zelektryzował fanów Krzysztofa Krawczyka - i szybko zniknął z jego profilu.

Andrzej Kosmala nie wytrzymał. W mediach społecznościowych wrzucił post, który dosłownie w kilka godzin zelektryzował fanów Krzysztofa Krawczyka - i szybko zniknął z jego profilu.

Co napisał Kosmala?

Menadżer Krawczyka opublikował grafikę z tekstem skierowanym bezpośrednio do Mariana Lichtmana. Słowa były twarde: "Marian! Ty jesteś d-----, który dla pokazania swej mordy zrobi wszystko! Tak powiedziała do mnie małżonka Mariana. Słowo przeciwko słowu. Nie, bo na szczęście mam to nagrane" - czytamy w cytowanym przez Pomponik poście.

Na tym Kosmala nie poprzestał. Zarzucił Lichtmanowi, że jego deklaracje przyjaźni z Krawczykiem były fałszywe: "Zawsze, wbrew deklaracjom twoim o miłości do Krawczyka, tak naprawdę go nienawidziłeś, bo zazdrościłeś mu kariery, która - jak uważałeś - należała się tobie". Padło też nazwisko Ryszarda Poznakowskiego - Kosmala twierdzi, że ten podobno nie życzył sobie obecności Lichtmana na pogrzebie Krawczyka.

Tło sporu jest dobrze znane fanom. Od śmierci Krzysztofa Krawczyka trwa konflikt o spadek między jego wdową Ewą a synem Krzysztofa Igorem Krawczykiem Juniorem. Lichtman stanął po stronie syna - i zdaniem Kosmali zrobił to wyłącznie dla rozgłosu, nie z prawdziwej troski o rodzinę artysty.

Fani oburzeni - ale nie na Lichtmana

Post zniknął z profilu Kosmali, zanim zdążyli go przeczytać wszyscy zainteresowani. Jednak internet pamięta - i komentarze fanów Krawczyka mówią same za siebie. Reakcje są jednoznaczne: "Coś okropnego. Jak można tak robić panie Andrzeju?", "Lichtman z tej dwójki jest bardziej wiarygodny", "Andrzej, po co wam publicznie prać takie osobiste tematy?" - piszą internauci.

Kosmala podobno liczył, że nagrane słowa żony Lichtmana będą jego asem w rękawie. Fani jednak nie wyglądają na przekonanych. Usunięcie posta tylko dolało oliwy do ognia - teraz każdy pyta, czemu zniknął, skoro menadżer jest taki pewny swoich argumentów.

Spór o schedę po autorze Parostatku ciągnie się od lat i wciąż nie widać końca. A kolejne wycieczki osobiste raczej nie przyspieszą polubownego rozwiązania. Co na to Marian Lichtman? Na razie milczy. Długo tak nie pociągnie.