Luka powiedział jedno zdanie za dużo. Andziaks nie zamierzała tego puścić płazem - i przy włączonej kamerze powiedziała mu dokładnie, co o tym myśli.
Para od lat buduje wizerunek zgodnej rodziny - dwa wesela, dwie ciąże, tysiące filmików z codzienności. Ale właśnie w jednym z ostatnich nagrań pękła fasada spokoju. Poszło o śniadanie, przedszkole i definicję ciężkiej pracy.
Luka kontra Andziaks: kto ma rację w sprawie 'bare minimum'?
Luka zaczął od czegoś niewinnego - tłumaczył widzom, czym różni się 'bare minimum' od 'princess treatment'. Przy okazji napomknął, że sam ciężko harówa. To był błąd. Andziaks natychmiast weszła mu w słowo.
'Widzisz, jakie ty masz szczęście, że ci żona śniadanie cały czas robi, to jest szczęście' - powiedziała Angelika w nagraniu opublikowanym w sieci. Luka nie był tym zachwycony. Odparł, że robienie śniadania to właśnie to przysłowiowe 'bare minimum', a nie żaden 'princess treatment'.
Andziaks stanęła na swoim: 'I to jest princess treatment'. Luka nie ustępował: 'Bare minimum. Mąż przychodzi po ciężkiej pracy, żona czeka z jedzeniem'.
I tu Angelika wyczuła okazję. Bo co to niby za ciężka praca? 'Po jakiej ciężkiej pracy? Po zawiezieniu córki do przedszkola?' - spuentowała na wizji, nie kryjąc irytacji.
Fani: kto wygrał tę kłótnię?
Pod nagraniem fani szybko podzielili się na dwa obozy. Część kibicuje Andziaks i uważa, że słusznie przywołała męża do porządku. Inni bronią Luki, twierdząc, że odwiezienie dziecka do przedszkola to jednak jakiś wkład w poranny chaos.
Jedno jest pewne - ta para nie udaje już, że wszystko gra. I paradoksalnie właśnie dlatego ogląda się ich chętniej niż kiedykolwiek.
Czyja strona? Piszcie w komentarzach.



