Godzina na gotowanie, kamery w twarz i jury, które nie odpuszcza. Przemysław Klima mówi wprost: to nie jest oderwane od rzeczywistości.
Przemysław Klima dołączył do jury MasterChefa trzy edycje temu i szybko stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych twarzy programu. Teraz restaurator po raz pierwszy szczerze opowiedział, jak wygląda program od kuchni - dosłownie i w przenośni.
Kamery? Większy stres niż w restauracji
Klima nie ma złudzeń: telewizyjne studio to nie bajka. W rozmowie z Plejadą restaurator przyznał, że obecność kamer zamiast łagodzić presję - wzmacnia ją. "Może się wydawać, że obecność kamer sprawia, iż program nie ma nic wspólnego z restauracją, ale kamery robią jeszcze ekstra presję na uczestnikach" - powiedział Klima w wywiadzie dla Plejady. I dodał: "Kilkukrotnie widzieliśmy, że nawet pozornie proste zadania w warunkach stresu i presji czasu okazują się wyjątkowo trudne".
Portal porównał to do pracy w profesjonalnej kuchni. Klima potwierdził: mechanizm jest ten sam. Liczą się czas, goście, serwis. W programie zamiast gości jest jury i zegar - ale adrenalina identyczna.
Zarobki w gastronomii? Jedna stawka nie istnieje
Klima w tym samym wywiadzie odniósł się do kwestii wynagrodzeń w branży gastronomicznej. Nie ma jednej stawki dla kucharza - to zależy od zaangażowania, umiejętności i gotowości do ciągłego rozwoju. "Praca w kuchni to jest inwestycja, rozwijanie siebie. Każdego dnia musimy coś nowego robić, coś kreować" - podkreślił restaurator.
Brzmi jak mowa motywacyjna na koniec odcinka MasterChefa? Może trochę. Ale trudno mu odmówić racji - branża gastronomiczna w Polsce zmienia się szybciej niż kiedykolwiek, a programy takie jak MasterChef robią swoje, przyciągając do kuchni kolejne pokolenia ambitnych gotujących.
Pytanie tylko, czy po trzech edycjach w fotelu jurora Klima sam nie tęskni za własnym garnkiem? Co sądzicie - dajcie znać w komentarzach.




