Katarzyna Figura miała wtedy troje dzieci, pracę w teatrze i utrzymywała całą rodzinę. A wtedy - na rozprawie rozwodowej kilkanaście lat temu - usłyszała zdanie, które nigdy nie zapomni. Pełnomocniczka jej ówczesnego partnera zasugerowała, że zawód aktorki wyklucza ją z bycia dobrą matką.
Rozprawie rozwodowej padły słowa, które zapamiętała na całe życie
Katarzyna Figura opowiedziała w wywiadzie dla magazynu "VIVY!" o jednym z najtrudniejszych okresów swojego życia. Chodzi o rozprawę rozwodową z ojcem jej córek Koko i Kaszmir, która miała miejsce kilkanaście lat temu. Wtedy właśnie usłyszała zdanie, które do dziś określa jako okrutne.
"Na mojej pierwszej sprawie rozwodowej z drugim mężem, czyli ojcem moich córek, usłyszałam okrutne słowa. Pełnomocniczka mojego męża powiedziała: 'Ale pani jest aktorką, to jaką pani może być matką?'. W domyśle - beznadziejną" - wspomina Figura. Według jej relacji, sędzia - kobieta - nie zareagowała na ten atak. Dla aktorki było to szczególnie boleśnie, bo jej zawód wykorzystano jako argument podważający jej kompetencje rodzicielskie.
"Byłam mamą, głową rodziny i jej jedynym żywicielem"
Realizm sytuacji był zupełnie inny. W tamtym okresie Figura łączyła kilka wymagających ról jednocześnie - była pracującą aktorką, samotną matką i jedynym żywicielem rodziny. Gdy grała w spektaklu "Persona. Marilyn" Krystiana Lupy w różnych krajach, zabierała ze sobą córki. To kosztowało ją dużo - zarówno finansowo, jak i emocjonalnie.
"Całe życie łączyłam różne role. W pewnym momencie byłam mamą, głową rodziny i jej jedynym żywicielem. Musiałam przynieść do domu przysłowiowe zwierzę" - powiedziała w "VIVY!". Nawet zaprzyjaźniona aktorka sugerowała jej wtedy, że powinna zostawić córki u babci i skupić się na karierze. Figura jednak tego nie zrobiła.
Dziś podkreśla, że córki pamiętają wspólne podróże i są jej za nie wdzięczne. A macierzyństwo? To, zdaniem aktorki, jej największy życiowy sukces - jeszcze większy niż każda rola na scenie.
Figura jest matką trojga dzieci - syna Aleksandra i córek Koko i Kaszmir. Przez lata dowodziła, że zawód aktorki i bycie dobrą matką to nie są rzeczy wzajemnie się wykluczające. Przeciwnie - jej zaangażowanie jako rodzicielki pokazało, że można być i jednym, i drugim.






