Katarzyna Bosacka nie planowała nowego związku po rozpadzie ponad 25-letniego małżeństwa. Los miał jednak inne zdanie - i dziennikarka przyznaje dziś, że dobrze, że dała mu szansę.
Po rozstaniu z pierwszym mężem Bosacka długo dochodziła do siebie. W rozmowie z Małgorzatą Ohme wyznała bez ogródek: "W ogóle wtedy nie myślałam, pogrążyłam się w emocjonalnym otępieniu". Nikt by jej nie winił, gdyby postanowiła zostać sama.
"A po co mi to teraz? Jestem wolna"
Bosacka przyznaje w książce Beaty Białej "Kobiece gadanie", że na początku aktywnie odpychała myśl o kolejnym związku. "Myślałam: 'A po co mi to teraz? Jestem wolna. Mogę robić, co chcę'. To nie stało się od razu" - wspomina.
Z czasem jednak zmieniła podejście. "Ważne było otwarcie się na to, co jeszcze może się wydarzyć. Bo masz wybór - można zastygnąć w goryczy, trzymać się kurczowo przeszłości, nawet jeśli jest już tylko pustą skorupą, i powoli umierać ze złości, albo można uwierzyć, że przyszłość ma jeszcze coś do zaoferowania" - powiedziała w tej samej rozmowie.
I uwierzyła. Dziś jest żoną Tomka, wspólnie kupili dom i, jak sama mówi, "zszywają patchwork każdego dnia".
To, co zaskoczyło ją najbardziej
Bosacka mówi o swojej nowej relacji wprost: to "dojrzała miłość". "Nie ma już tej naiwności, nie ma złudzeń. Wiesz, czego chcesz. Wiesz, na co nie masz ochoty. Widzisz więcej. I dbasz inaczej. Bardziej świadomie, uważniej" - czytamy w "Kobiecym gadaniu".
Ale to nie filozofia o dojrzałości uderzyła ją najbardziej. Uderzyło ją pranie.
"Tomek wstaje o piątej rano i pierwsze, co robi, to włącza pranie. I potem dostaję wiadomość: 'Kochanie, nastawiłem pranie, rozwieś, proszę'. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie doświadczyłam. Byłam w związku, w którym obowiązki domowe spadały zwykle na mnie" - wyznała Bosacka.
Proste. Konkretne. I, jak widać, dla wielu kobiet po 40. - naprawdę rewolucyjne.
Czy historia Bosackiej brzmi znajomo? Piszcie w komentarzach.




