Karolina Gilon czekała na oświadczyny, ale nie spodziewała się, że przyjdzie w Rzymie podczas spontanicznego wyjazdu. Teraz, zaledwie trzy miesiące po zaręczynach, celebrytka mówi otwarcie: dom i pieniądze uniemożliwiają jej wymarzoną ceremonię.
Oświadczyny jak z filmów. Ale plan był inny
Karolina Gilon i Mateusz Świerczyński związani są od trzech lat i mają razem syna. W lipcu tego roku, podczas podróży do Rzymu, Mateusz postanowił nie czekać dłużej. 'Wiedziałam, że ten moment się zbliża, no bo jesteśmy ze sobą trzy lata, mamy syna, więc czas najwyższy. Czułam, że to niedługo się wydarzy, ale nie wiedziałam, że akurat w Rzymie, bo ten wyjazd był spontaniczny' - wyznała w rozmowie z Pomonikiem celebrytka. Nagranie z romantycznego momentu szybko trafiło do social mediów i zebrało tysiące likes od fanów.
Plan był prosty: szybko do ślubu. Rzeczywistość? Znacznie bardziej skomplikowana.
Budżet zamiast marzeń. Hiszpania odpada
Gilon i Świerczyński są obecnie w trakcie budowy domu - przedsięwzięcie, które pochłania ogromne pieniądze. Dlatego właśnie ślub musi czekać, a jego forma drastycznie się zmienia. 'Myślimy o ślubie i chcemy go zrobić w Polsce i mam nadzieję, że jak najszybciej. Tylko to się zbiegło wszystko w czasie z tym domem. To są ogromne koszty, więc szukamy czegoś z budżetem' - powiedziała w wywiadzie dla portalu.
Kiedyś celebrytka marzyła o ceremonii w słonecznej Hiszpanii. Dziś rezygnuje z tego pomysłu na rzecz prostoty. 'Kiedyś miałam pomysły, że Hiszpania, ale jak już przychodzi ten moment i tak patrzę na nas - my jesteśmy tacy polscy. Kochamy podróżować, ale lubimy wszystko takie nasze, proste, bez żadnych udziwnień' - wyjaśniła. Zamiast egzotyki - dobra zabawa w swoim kraju. 'Na weselu musi być dobre towarzystwo, dobra muzyka i dobre jedzenie. Właśnie taki ślub chcemy' - zadeklarowała.
Gdy przychodzi rzeczywistość, marzenia czekają
Para liczy, że uda im się zorganizować uroczystość już w przyszłym roku. Gilon nie przejmuje się też ewentualnymi wyciekami do mediów - nie planuje ukrywać się przed fotoreporterami. 'Nie mam czegoś takiego, że będę specjalnie się ukrywała, żeby nikt o tym nie usłyszał. Mam może jakąś taką naiwną nadzieję, że żadnych fotoreporterów w krzakach nie będzie, ale nawet jeśli będą, to sobie myślę, że co z tego' - podsumowała.
Dla pary liczą się jednak inne priorytety - dom, rodzina, synek. Ślub przyjdzie, tyle że w polskiej wersji, bez zbędnych extrawaganacji. Pytanie tylko: czy budowa domu będzie już ukończona, gdy para stanie na ołtarzu?




