Kaeyra przez lata dzieliła życie między Los Angeles a Polskę, ale ostatecznie coś się przechyliło. Piosenkarka przyznała, że przeprowadzka do kraju wcale nie była impulsem - to był logiczny krok, który przez lata się w niej dojrzewał.

Przeprowadzka, którą długo planowała

Polsko-amerykańska wokalistka Kaeyra (Karolina Baran) przez wiele lat utrzymywała bazę w Los Angeles, lecąc do Polski na koncerty, gościnne występy i - ostatnio - do "Tańca z gwiazdami". Wszystko się zmieniło, gdy zdała sobie sprawę z absurdu sytuacji. "Ja tam miałam całe życie, ale w pewnym momencie po prostu było mi bardzo ciężko nadążać za tym wszystkim. Tam płaciłam za mieszkanie i w sumie nie miało to sensu, bo tutaj byłam dłużej" - wyjaśniła w rozmowie z portalem Party.

Decyzja o przeprowadzce wcale nie przyszła z dnia na dzień. Kaeyra przyznała, że przez długi czas oscylowała między dwoma światami, coraz rzadziej korzystając z mieszkania w Stanach. "To była bardzo naturalna rzecz i nawet nie wiem, czy miałam taki jeden moment, gdzie powiedziałam, że przeprowadzam się do Polski, tylko po prostu tutaj się tyle rzeczy działo i cały czas leciałam do tej Polski" - wyznała piosenkarce.

Jetlag, zmęczenie i ponad dziesięć godzin lotu

Klucz do zmiany leżał w matematyce: ponad dziesięć godzin lotu w jedną stronę, jetlag, który nie pozwalał jej być w pełni obecną nawet podczas pobytu w Polsce. "Nawet jak tutaj byłam, to nie byłam tak bardzo obecna, bo miałam jetlag, byłam zmęczona. Wiedziałam, że to jest przeszkoda" - dodała.

W pewnym momencie Kaeyra podliczyła koszty i korzyści. Utrzymywanie mieszkania w Los Angeles, opłaty, a ona faktycznie mieszka w Warszawie? Nie miało to sensu. "Wreszcie powiedziałam: w sumie tutaj jestem cały czas, czasem lecę na dwa tygodnie do Los Angeles. Wszystko tak dziwnie się ułożyło, żebym tu przyleciała" - podsumowała w tym samym wywiadzie.

Nowy rozdział, nowe zasady

Przeprowadzka zbiega się z nowym rozdziałem w życiu osobistym Kaeyry. Niedawno rozstała się z Krzysztofem Zalewskim, a sama wokalistka jasno dała do zrozumienia, że nie będzie już publicznie komentować swojego życia uczuciowego. "Ja już naprawdę nie zamierzam mówić o moim związku publicznie. Już się tego nauczyłam po poprzednim związku. Myślę, że miłość jest piękna, jak jest prywatna. Dopóki się nie zaręczę, to nie będę mówić o moich związkach publicznie" - wyznała.

Ta zmiana podejścia - zarówno do geografii, jak i do prywatności - może być dla niej kluczem do stabilizacji. Polska już czeka na piosenkarkę na dobre. Czy to oznacza koniec amerykańskiego rozdziału? Wszystko wskazuje na to, że tak.