Kazimierz Kaczor ma 85 lat, żonę, której jest zakochany od czterech dekad, i jedno marzenie, które go niepokoi. Nie chodzi o zdrowie ani o pracę - chodzi o rejs na Polinezję.

Kazimierz Kaczor ma 85 lat, żonę, której jest zakochany od czterech dekad, i jedno marzenie, które go niepokoi. Nie chodzi o zdrowie ani o pracę - chodzi o rejs na Polinezję.

Aktor nie musi się jednak użalać nad emeryturą. W rozmowie z Plejadą powiedział wprost: "Między całym moim życiem zawodowym a obecnym nie ma wielkiej różnicy, poza tym, że to życie obecne jest mniej intensywne. A w życiu prywatnym jest nawet lepiej. Dłużej jestem w domu albo robimy coś razem z żoną, co do tej pory się nie zdarzało".

Zenią zakochany od lat 80.

Kaczor trafił na swoją Bożenę Michalską - zwaną czule Zencią - na jachcie na początku lat 80. Kilka miesięcy później los zetknął ich ponownie, na planie serialu "Jan Serce". Od tamtej pory są razem. Aktor wyznał w książce Pawła Piotrowicza "Nie tylko polskie drogi": "Ciągle jestem zakochany w mojej Zenci. Była dziewczyną moich marzeń. I jest nią do dziś: olśniewająca, rozważna, mądra. Po prostu ideał!"

Przed Bożeną miał za sobą dwa nieudane małżeństwa. Szczęście - jak sam mówi - znalazł dopiero za trzecim razem.

Pracuje, ale na swoich warunkach

Kaczor to nie ten typ emeryta, który siada w fotelu i ogląda telewizję. W rozmowie z Plejadą wyjaśnił: "Wbrew pozorom jestem dość zajętym człowiekiem. Z tym że pracuję przede wszystkim przed mikrofonem, a nie kamerą. Nagrywam słuchowiska, czytam audiobooki. Poza tym związany jestem z Teatrem 6. Piętro".

I dodał coś, co brzmi jak manifest: "Sam z siebie nie zamierzam rezygnować z pracy i żyć jak stereotypowy emeryt".

Widzowie pamiętają go jako Jana Serce - w porze emisji serialu w latach 80. pustoszały ulice. Pamiętają też jego głos z teleturnieju "Va Banque", który przez lata był synonimem nienagannej dykcji.

Polinezja czeka - może

Jest jednak jedno marzenie, które spędza mu sen z powiek. Nie emerytura, nie zdrowie, nie praca. Kaczor boi się, że nie zdąży popłynąć jachtem na Polinezję i zobaczyć tamtejszej rafy koralowej.

W rozmowie z Plejadą powiedział: "Żebym poczuł się w pełni i całkowicie spełniony, musiałoby się przytrafić w moim życiu coś jeszcze. Tak, jak mówiłem, ja wciąż mam zielono w głowie. Wierzę, że jeszcze wiele przede mną. Mimo że pewnie nie spełnię już swojego marzenia o pożeglowaniu jachtem na Polinezję i zobaczeniu tam rafy koralowej, to jednak tak do końca tego nie wykluczam".

Człowiek, który przez pół wieku trzymał w napięciu miliony widzów, sam trzyma się w napięciu - bo rafa koralowa wciąż jest w grze.