Justin Bieber i paparazzi to połączenie, które nigdy nie kończy się spokojnie. W niedzielę w Los Angeles artysta po raz kolejny dał upust frustracji - tym razem przy okazji samotnego wyjścia na śniadanie.
Justin Bieber i paparazzi to połączenie, które nigdy nie kończy się spokojnie. W niedzielę w Los Angeles artysta po raz kolejny dał upust frustracji - tym razem przy okazji samotnego wyjścia na śniadanie.
Piosenkarz wybrał się do Farmer's Market w Studio City. Sam, bez Hailey, bez ochrony - i bez szczęścia, bo fotoreporterzy byli szybsi.
Różowa czapka, zielone klapki i opadające spodnie
Bieber postawił tego dnia na stylizację, która sama w sobie przyciągała wzrok. Czarna skórzana kurtka, luźne spodnie - które przez całe wyjście zmuszony był podciągać - różowa czapka i zielone klapki. Trudno było go nie zauważyć, co najwyraźniej nie było jego celem.
W drodze powrotnej do auta 32-latek zatrzymał się i, sądząc ze zdjęć, wyrzucił z siebie co myśli o robieniu mu fotek bez pytania. Machał rękami, krzyczał w stronę fotografów. Klasyka.
Naczelny krytyk paparazzi nie odpuszcza
Bieber jest w branży od czternastego roku życia i zdążył wyrobić sobie opinię jednej z gwiazd najmniej tolerujących obiektyw wymierzony bez zgody. Wielokrotnie wdawał się w utarczki słowne z fotoreporterami, nie stronił też od wymownych gestów.
Czy kiedykolwiek mu to coś da? Paparazzi wciąż są, zdjęcia wciąż powstają. Bieber wciąż krzyczy. Taki pat.
Was ta irytacja rozumie - czy uważacie, że gwiazdy tej skali powinny już po prostu przyjąć, że obiektyw to część pakietu?



