Muszynka pod Krynicą, dom bez grosza przy duszy, paczki od obcych ludzi pod choinkę - i Hollywood kilkadziesiąt lat później. Joanna Kulig skończyła dziś 44 lata i przy okazji przypomniała wyznanie, które zmienia perspektywę na całą jej karierę.
Z Beskidu Sądeckiego do Michaela Keatona
Joanna Kulig urodziła się i wychowała w Muszynce - malowniczej, ale bardzo małej wiosce w pobliżu Krynicy-Zdroju. Rodzina nie miała pieniędzy. Kulig sama przyznała w rozmowie w "Dzień Dobry TVN", że jako dziecko dostawała paczki od "Szlachetnej Paczki" - i doskonale wie, co oznacza prawdziwa bieda.
"To dla mnie bliska inicjatywa, dlatego że sama dużo pomocy otrzymałam. Wielu ludzi mi bardzo pomogło. Będąc z małej miejscowości, gdzie dużo takich paczek sama otrzymałam, teraz pojawiam się w Hollywood, czyli wyszłam z totalnej biedy do tego, co teraz mam" - powiedziała aktorka.
Nikt jej nie wypchnął na górę znajomościami ani grubym portfelem. Zrobiła to sama.
Najpierw śpiewała, potem podbiła ekrany
Niewielu pamięta, że Kulig zaczynała od muzyki. Brała udział w "Szansie na sukces" i "Idolu" - żaden z tych projektów nie otworzył jej drzwi tak, jak aktorstwo. Postawiła na film i wygrała.
Dziś na jej koncie są role u Pawła Pawlikowskiego i Małgorzaty Szumowskiej, amerykański serial "The Eddy" i kinowy hit "Knox Goes Away" w reżyserii Michaela Keatona. To nie jest kariera zbudowana na szczęściu - to kariera zbudowana na pracy i konkretnym talencie.
W Polsce też jej nie brakuje projektów. Ale wyznanie o biednym dzieciństwie robi wrażenie szczególnie teraz, gdy zestawić je z tym, gdzie jest dziś. Fani w komentarzach piszą wprost: ta historia motywuje bardziej niż niejeden film. Czy Kulig wróci wkrótce z kolejną rolą, która znów zaskoczy? Śledzimy.




