Dziewczynka z Pszczyny, która wygrała pierwszy polski 'Idol', dziś mieszka na obrzeżach Wrocławia z mężem perkusistą i synem. Show biznes ją rozczarował - i nigdy tego nie ukrywała.

Alicja Janosz ma dziś 41 lat i ani jednego żalu, że wymieniła wielką scenę na spokojniejsze życie. Po wygraniu pierwszej edycji Idola w 2002 roku przez lata trzymała się z dala od medialnego zgiełku. Teraz opowiada, co tak naprawdę się wtedy stało.

Show biznes ją złamał - i to dosłownie

Janosz wygrała talent show jako nastolatka z Pszczyny i od razu wpadła w tryby wytwórni płytowej. Efekt? Płyta z piosenką o jajecznicy, która do dziś krąży po internecie jako memiczny dowód na to, czym kończy się presja kontraktu. W wywiadzie dla tygodnika "Wprost" powiedziała wprost, że nie była gotowa na to, co ją spotkało.

"Z jednej strony przeżywałam historię Kopciuszka, bo nagle dziewczynka z Pszczyny wygrała niezwykle popularny, pierwszy w Polsce talent show, z drugiej - to wielkie wydarzenie przyniosło mi poczucie ogromnej presji, było bardzo trudne, nie tylko ze względu na mój wiek, ale też na to, że byłam pierwszą osobą w takiej sytuacji i to na mnie eksperymentowano" - wyznała Janosz w rozmowie z "Wprost".

W 2004 roku próbowała jeszcze raz - startowała w krajowych eliminacjach do Eurowizji, zajęła czwarte miejsce. Potem cisza. Zamiast kolejnych prób przebicia się na listy przebojów, skończyła Wyższą Szkołę Promocji w Warszawie i przeprowadziła się pod Wrocław.

Mąż w studiu, ona woła go na serial

Od 16 lat Janosz jest żoną Bartosza Niebieleckiego - perkusisty i producenta. Razem wychowują syna i razem pracują muzycznie. Brzmi idyllicznie? Niemal - bo granica między pracą a domem praktycznie nie istnieje.

"Minus jest taki, że nie ma podziału na praca - dom. Bo praca, zwłaszcza gdy jest pasją, jak dla nas muzyka, to jest po prostu część naszego domowego życia. Zdarza się, że od wczesnych godzin porannych Bartek siedzi w studiu, albo do późnych nocnych, a ja go wołam na serial" - przyznała Janosz w rozmowie z Plotkiem.

Ale minusy wyraźnie przegrywają z plusami. Janosz nie kryje, że podziwianie partnera w pracy to rzadki luksus. "Nie wyobrażam sobie bycia w związku z kimś, kto nie podziela mojej miłości do muzyki. Jeszcze Bartek mi imponuje, to też jest duży plus. Jest świetnym perkusistą, świetnym producentem, widzę jak się rozwija" - dodała w tej samej rozmowie.

Muzyki nie porzuciła - gra, nagrywa, współpracuje z mężem. Po prostu robi to na własnych warunkach, z dala od kamer i plotkarskich portali. Czy to brzmi jak przegrana, czy jak najlepszy możliwy scenariusz? Sądząc po tym, jak mówi o Bartku - raczej to drugie.