Joanna Jabłczyńska miała dość. Po przedsądowym wezwaniu od Katarzyny Grocholi aktorka postanowiła nie iść na wojnę - zamiast tego opublikowała przeprosiny, przelała 5 tysięcy złotych na fundację RAK&ROLL i zrobiła coś, co zmienia całą historię afery.
Wezwanie przyszło dzisiaj
Aktor Jabłczyńska otrzymała oficjalne pismo od pełnomocnika Katarzyny Grocholi - współproducentki "Nigdy w życiu 20 lat później". Wezwanie dotyczyło naruszenia dóbr osobistych i domagało się przeprosin, usunięcia skutków oraz wpłaty 5 tysięcy złotych na fundację. Chciała uniknąć sądu, więc nie czekała długo - już dziś udostępniła oświadczenie na Instagramie i Facebooku.
"Chcąc tego uniknąć, za chwilę zobaczycie na profilu na Instagramie oraz na Facebooku stosowne przeprosiny, o które pani Anna Katarzyna Grochola prosiła" - napisała bez owijania w bawełnę na swoich mediach społecznościowych Joanna Jabłczyńska.
Przeprosiny z pomocą AI
Jabłczyńska nie tylko zapłaciła - opublikowała też obszerne oświadczenie, w którym przeprosiła Grocholę za naruszenie czci, dobrego imienia, godności i reputacji w branży filmowej. Post opatrzył jednak jednym zdaniem: "Powstał przy pomocy AI". Fani błyskawicznie złapali aluzję i docenili ironię sytuacji - przeprosiny formalne, ale napisane przez sztuczną inteligencję.
Ta decyzja podzieliła widzów. Jedni uważali, że to sprytny ruch, inni widzieli w tym kolejną prowokację wobec Grocholi. Ale Jabłczyńska szła dalej.
Zamiast bitwy - zbiórka na 164 tysiące
Aktorka postanowiła zamienić całe zamieszanie w coś wartościowego. Zamiast kłócić się o rolę w filmie, założyła zbiórkę charytatywną dla fundacji RAK&ROLL - organizacji wspierającej osoby chorujące na nowotwory. Zachęciła fanów do wspólnego wsparcia.
Ruch okazał się strzałem w dziesiątkę. W ciągu kilku godzin fani Jabłczyńskiej zebrali przeszło 164 tysiące złotych - ponad trzy razy więcej niż wymogane 50 tysięcy. "Wspólnie jesteśmy w stanie zrobić coś dobrego" - to była jej strategia, i zadziałała.
Co sądzą fani?
Socjal media wybuchły. Jedni chwalili Jabłczyńską za pragmatyzm i godność (nie poszła do sądu, zaakceptowała warunki), inni podkreślali, że przeprosiny napisane przez AI to jednak trochę kuriozalne. Ale prawie wszyscy zgodzili się na jedno: z afery o rolę w filmie powstała kampania charytatywna, która zebrała ponad ćwierć miliona złotych dla chorych ludzi.
Grochola na razie milczy. Jej wezwanie osiągnęło cel (przeprosiny, wpłata), ale Jabłczyńska zabrała jej ostatnie słowo - zamiast dramatu w sądzie, mamy solidarność i pieniądze dla potrzebujących. Czy to było zamierzone? Tego się nie dowiemy. Ale efekt jest taki, jaki jest.
Co dalej z "Nigdy w życiu"?
Rola Tosi przypadnie komuś innemu. Jabłczyńska już nie wróci do tej rozmowy - wszystko zostało załatwione pozasądowo. Afery? Koniec. Czekamy teraz na to, jak produkcja wyjaśni zmianę obsady. Podobno podobno Grochola ma co powiedzieć na ten temat, ale na razie - radio.
Czy fani Jabłczyńskiej uważają jej strategię za sprytną? Czy może to dla nich jeden wielki cyrk? Czytajcie komentarze - tam jest prawdziwa dyskusja.




