Ostatniego dnia zlotu w Sianożętach Emilia Gajos wyszła na środek i powiedziała to, czego nikt nie chciał słyszeć. Henryk Rzepczyński zawiódł ją po raz drugi.

Kilka tygodni wcześniej wszystko wyglądało pięknie. Henryk odwiedził Emilię w Ozorkowie, razem zwiedzali Łódź, pojechali nad morze. A potem w Sianożętach coś pękło - dosłownie i w przenośni.

Co się stało na zlocie w Sianożętach?

Drugi zlot uczestników i fanów "Sanatorium miłości" odbył się 5-8 czerwca w Sianożętach. Zorganizował go Stanisław Bober z 6. edycji programu. Przyjechało aż 102 uczestników z wszystkich sezonów - ponad połowa wszystkich kuracjuszy w historii show. Atrakcji nie brakowało. Zabrakło jednak szczęśliwego zakończenia dla Henryka Rzepczyńskiego z Gliwic i Emilii Gajos z Ozorkowa.

Ostatnego dnia imprezy Emilia ogłosiła koniec ich relacji. "No i stało się. Henio po raz drugi mnie zawiódł. Podobno człowiek uczy się na błędach, więc ja właśnie odrobiłam swoją lekcję. Zaufanie jest jak szkło - raz pęknie, da się skleić, ale ślady zostają" - napisała na swoich mediach społecznościowych. Oboje wydali później osobne oświadczenia. Szczegółów przyczyny rozstania oficjalnie nie ujawniono.

Przypomnijmy: w 8. edycji programu para od początku przyciągała uwagę widzów. Po finale nie potrafili jednoznacznie nazwać swojej relacji, ale zapewniali o stałym kontakcie. Majowe spotkanie na żywo wyglądało obiecująco. Czerwcowy zlot okazał się jednak końcem tej historii.

Trzeci zlot już w Zakopanem - i wszyscy się zastanawiają, co tym razem

Stanisław Bober nie zwalnia tempa. Oficjalnie potwierdził już termin kolejnego spotkania: 12-15 września w Zakopanem. "Nie próżnujemy i nie spoczywamy na laurach po II Zlocie w Sianożętach. Mamy wielki apetyt na dalsze spotkania. Dlatego spotykamy się w dniach 12-15 września w Zakopanem" - napisał na swoim profilu w mediach społecznościowych.

Zakopane, jesień, emocje po świeżym rozstaniu Henryka i Emilii - przepis na kolejny dramat gotowy. Fani programu już spekulują, które pary przetrwają spotkanie pod Tatrami, a które wrócą do domu osobno.

Jedno jest pewne: na spokojny piknik to raczej nie wygląda.