Helena Englert ma 26 lat, kilka ról filmowych i garść singli - a mimo to wylądowała na jednym z największych festiwali w Polsce. Fani od razu wiedzieli swoje.
Opener to nie jest scena, na którą wpada się z ulicy. Grają tu światowe gwiazdy i polscy artyści z dorobkiem liczonym w dekadach. Kiedy ogłoszono, że w tym roku zagra tam HELA - czyli Helena Englert - internet szybko wyciągnął własne wnioski.
"Rodzice nie kiwnęli nawet palcem"
Helena Englert przyznaje, że plotki o protekcji ze strony rodziców - Jana Englerta i Beaty Ścibakówny - towarzyszą jej od początku kariery. Tym razem jednak nie zamierzała milczeć. W rozmowie z RMF FM powiedziała wprost: "Ja wiem, że moja rodzina, ani nikt inny poza moim bardzo ciężko pracującym managementem nie miał do czynienia z tym występem. Wiem, jak było. To jest najważniejsze."
Dodała też, że krytykę rozumie - i to bardziej, niż można by się spodziewać. "Staram się podchodzić do tego z dystansem, ale też pewnego rodzaju uważnością. Bo myślę, że ludziom tak naprawdę chodzi o to, żeby zostali zauważeni, zrozumiani, że istnieje niesprawiedliwość na tym świecie. A ja jestem jedynie przykładem tego" - wyznała w tym samym wywiadzie.
Udowodni talent czy nie?
Helena zapewniła też, że nie obraża się na tych, którzy wątpią w jej umiejętności. "Podchodzę do tego z pokorą i zamierzam wystarczająco długo robić swoje i ciężko pracować na to, żeby udowodnić, że ja nie jestem jedną z tych osób" - stwierdziła.
Brzmi jak deklaracja na lata. I faktycznie - Englert nie zwalnia. Już jesienią zobaczymy ją na parkiecie w Tańcu z Gwiazdami, gdzie do aktorstwa i muzyki dorzuci jeszcze taniec. Może właśnie tam przekona sceptyków?
Albo może po prostu będzie robić swoje - a komentarze i tak nie ucichną. Co wy na to?



