Harry siedział na trybunach stadionu Welford Road w Leicester, a Brytyjczycy zareagowali gwizdem. To kolejny dowód na to, że medialny wizerunek księcia jako ulubieńca narodu to już tylko legenda.

# Harry wygwizdany na meczu rugby. Publiczność nie kryła niechęci

Książę Harry pojawił się na rozgrywce Leicester Tigers versus Gloucester w piątek, a transmisja TNT Sports uchwyciła każdą sekundę jego wizyty. Gdy kamery skierowały się na rudowłosego syna króla Karola III siedzącego na trybunach, komentator Nick Mullins przedstawił księcia dla telewidzów. To był moment, na który czekali fani - ale nie taki, jaki sobie wyobrażał Harry.

"Słychać gwizdy" - relacjonował komentator, a reakcja publiczności była krystalicznie czysta. Nie było oklasków, nie było ciepłego powitania. Była wyraźna, słyszalna niechęć.

Kolejny dowód, że Brytyjczycy nie są po jego stronie

Harry przez lata twierdził, że zwykli Brytyjczycy go wspierają - że problem to tylko tabloidy i pałac. Tę narrację budował razem z Meghan, sugerując, że prasa i dworzanie to źródło wszystkich problemów, a lud stoi po ich stronie. Incydent na stadionie bezlitośnie pokazuje, jak daleko od rzeczywistości była ta opowieść.

Tom Sykes, autor newslettera "Royalist", napisał o tym wprost: "Kiedy tabloidy go opisują, Harry może pozwać je do sądu. Kiedy pałac wysyła chłodny list, może obwiniać ludzi w szarych garniturach. Ale publicznej narracji nie może zrzucić na nikogo innego". To nie było pierwsze takie doświadczenie księcia - podobne sceny miały miejsce już wcześniej, zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Wielkiej Brytanii.

Wpadka, którą można zobaczyć i usłyszeć

Wielką różnicę między poprzednimi konfliktami Harry'ego z rodziną a tym momentem stanowi fakt, że teraz każdy może to zobaczyć i usłyszeć. Nie ma tutaj miejsca na spin, na wyjaśnienia czy interpretacje. Kamery transmisji na żywo zarejestrowały rzeczywistość - publiczność nie oklaskuje księcia, gwizda go.

To dla Harry'ego szczególnie bolesne, bo przez ostatnie sześć lat budował wizerunek męża stojącego po stronie zwykłych ludzi, przeciwko elitarnym strukturom. Tymczasem zwykli ludzie na stadionie w Leicester wysłali inny komunikat - jasny, wyraźny i niemożliwy do zignorowania.