Meghan i Harry myśleli, że Nottingham będzie ich triumfem. Tymczasem na jaw wyszło, że mieszkańcy byli instruowani, by głośno klaskali i krzyczeć "Meghan, kocham cię". To była reżyseria, a nie spontaniczne powitanie. I to wkurzyło Pałac Buckingham.
# Harry i Meghan. Spektakl w Nottingham
Pierwsze wspólne oficjalne wyjście księcia Harry'ego i Meghan Markle od ich powrotu do Anglii w sierpniu 2026 roku miało być wielkim powrotem do łask. Wizyta w Nottingham 15 października wyglądała na sukces - przynajmniej na początku. Jednak im więcej czasu mija, tym więcej nieprzyjemnych szczegółów wychodzi na jaw.
Ze źródeł "Hello! Magazine" wynika, że organizatorzy wydarzenia przygotowali dla pary coś na wzór scenariusza. Korespondentka magazynu, która była na miejscu, donosi wprost: przed przybyciem księcia i księżnej instruktorzy mówili zebranym tłumom, by głośno klaskali i wykrzykiwali "Meghan, kocham cię". "To było dziwne" - przyznała dziennikarka, dodając, że nigdy wcześniej nie widziała czegoś podobnego podczas oficjalnych wizyt członków rodziny królewskiej.
Reżyseria zamiast spontaniczności
Harry i Meghan spędzili niemal pół godziny na witaniu się z mieszkańcami, przyjmowaniu kwiatów i robieniu zdjęć. Z zewnątrz wyglądało to na spontaniczne powitanie. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna - każdy okrzyk, każdy klask był zaplanowany z góry. Publicystka Emily Nash zauważyła wprawdzie, że Nottingham powinien być dla nich przyjazny (mieszkańcy pamiętają ich pobyt z 2017 roku, zaraz po zaręczynach), ale organizatorzy najwyraźniej nie chcieli ryzykować.
Brytyjska prasa nie kryje, że para dość nieumiejętnie naśladuje Windsorów. Jednak problemy dla Harry'ego i Meghan są znacznie poważniejsze niż medialne drwiny.
W Pałacu Buckingham wrze
Ze źródeł "Daily Mail" wynika, że atmosfera w Pałacu jest napięta i pełna irytacji. Harry i Meghan podobno złamali umowę z 2020 roku - umowę z Sandringham. Gdy rezygnowali z roli w rodzinie królewskiej, zobowiązali się, że nie będą wykorzystywać powiązań z nią do budowania własnego wizerunku. Choć sami uczestniczyli w tych negocjacjach i się zgodził, teraz zmienili zdanie.
"Teraz, sześć lat później, twierdzą, że nic z tego nie ma znaczenia. To niewybaczalne" - grzmi jeden z przyjaciół Elżbiety II, cytowany przez "Hello! Magazine". Znajomi pary zdradził też, że Harry i Meghan aktywnie nie zgadzają się ani z listem króla Karola III, ani z postanowieniami ze Sandringham.
To właśnie ta kwestia wkurza Pałac najbardziej. Osoby wcześniej domagające się zdecydowanych kroków wobec pary teraz triumfują: "A nie mówiliśmy?".
Następny ruch pary?
Tom Sykes z "The Telegraph" zauważa, że fakt, iż Meghan i Harry zmienili zdanie na temat umowy, nie oznacza, że przestaje ona obowiązywać. Według jego analizy, para konsekwentnie narusza ustalenia, które sami zaakceptowali. Dla Pałacu to oznacza, że Harry i Meghan nie tylko złamali umowę - oni ignorują jej istnienie.
Wizyta w Nottingham miała być sygnałem, że para jest gotowa do nowego rozdziału. Zamiast tego okazała się kolejnym dowodem na to, że Harry i Meghan grają według własnych reguł - a to nie podoba się nikomu w Pałacu.




