Kiedy była 'odklejona od rzeczywistości', dwie rzeczy ją budziły: teatr i jedno imię - Jurek. Hanna Bieluszko opowiedziała o walce z rakiem jelita grubego tak szczerze, że rozmowa w studiu zamieniła się w coś więcej niż wywiad.

Trzy lata. Tyle Hanna Bieluszko mierzy się z rakiem jelita grubego. Aktorka, którą miliony widzów znają z seriali M jak miłość i Barwy szczęścia, nie milczy o swojej chorobie - i dobrze, bo to, co mówi, trudno zapomnieć.

Co trzyma Hannę Bieluszko przy życiu?

Aktorka przyznała w programie Pytanie na śniadanie, że kluczowe w jej zmaganiach okazało się wsparcie najbliższych. Nie skarży się, nie rozpamiętuje - choć miałaby pełne prawo. "Ja się uśmiecham cały czas. No co? Będę płakać, krzyczeć, rozpaczać: dlaczego ja? Na szczęście w tej całej upiornej sytuacji miałam i mam wsparcie" - powiedziała w programie. Najbardziej poruszający fragment rozmowy dotyczył najtrudniejszych chwil - tych, gdy Bieluszko była, jak relacjonowała jej córka, "odklejona od rzeczywistości". Wtedy na powierzchnię wyciągały ją tylko dwie rzeczy. "Jak powiedziała 'Jurek', to ja reagowałam: 'Gdzie jest Jurek?'" - wspominała aktorka, mówiąc o mężu. Teatr i mąż. Dwa koła ratunkowe.

Marzenie, które wciąż ją napędza

Bieluszko jest teraz na etapie, który sama nazywa antraktem. Wakacje, regeneracja, jedzenie do syta - takie ma zadanie domowe od lekarzy. Ale nie zamierza kończyć z pracą. Wręcz przeciwnie. "Mam takie marzenie, żeby zagrać jeszcze w filmie fabularnym. Rolę jakiejś silnej kobiety, jakiejś silnej staruchy" - powiedziała z uśmiechem w Pytaniu na śniadanie. Silna starucha. Biorąc pod uwagę to, przez co przeszła - ta rola już jest napisana. Kto ją obsadzi? Co myślicie o słowach Hanny Bieluszko? Dajcie znać w komentarzach.