Jedno zdanie męża w podcaście i pół polskiego internetu ruszyło z oskarżeniami. Klaudia Halejcio milczała - ale nie za długo.

Oskar Wojciechowski, świeżo poślubiony mąż Klaudii Halejcio, pojawił się w podcaście Magdy Mołek "W moim stylu" i powiedział rzecz, której chyba nie powinien był mówić publicznie. Przynajmniej nie tak.

Stwierdził mianowicie, że to on namówił Klaudię do porzucenia aktorstwa na rzecz Instagrama. "To ja zniechęciłem Klaudię do teatru. Ona mi tysiąc historii sprzedała, dlaczego ten teatr i średnio mnie interesowały te argumenty" - mówił w podcaście. Dodał, że z czasem żona "zrozumiała, że można to odłożyć zupełnie na półkę".

Słowa poszły w świat i natychmiast wzbudziły lawinę komentarzy.

Koleżanki z branży nie zostawiły na nim suchej nitki

Katarzyna Zielińska jako pierwsza zabrała głos - i nie owijała w bawełnę. Na swoim profilu napisała wprost: "Smutne bardzo. Zamiast być skrzydłami dla swojej żony i wspierać ją w talencie. Jestem przerażona tymi wypowiedziami". Aleksandra Domańska zasugerowała z kolei, że Wojciechowski może mieć problem z samooceną, komentując przekornie: "To ja to, ja tamto".

W sekcji komentarzy nie brakowało też głosów od obserwatorów. Jeden z nich wytknął mężowi Halejcio: "Mnie bardzo ciekawi, skąd takie mniemanie o sobie Pana Oskara, żaden jego biznes nie przynosi zysków, które pozwalają na takie życie. Czyżby to jednak Pani Klaudia pchała ten wózek?!". Inni pisali, że niepokoi ich ton wypowiedzi o "trzymaniu w ryzach" i podejmowaniu decyzji za żonę.

Halejcio stanęła za mężem - ale przy okazji przyłożyła branży

Klaudia Halejcio zabrała głos na Instagramie - wpisem i nagraniem jednocześnie. Zanim jednak obroniła Oskara, miała coś do powiedzenia środowisku, które nagle tak bardzo zatroszczyło się o jej aktorską karierę.

"Śmieszne jest to, że środowisko, w którym gdyby tylko mogli, każdy utopiłby drugiego w łyżce wody, żeby zwolniło się miejsce, teraz nagle płacze za mną" - napisała dosłownie na Instagramie. Dodała, że co do zasady nie wypowiada się publicznie o cudzych sprawach i nie wchodzi w afery - ale tym razem zrobiła wyjątek. "Dostałam w wiadomościach przeprosiny, ale mleko już się wylało, i to dawno temu" - skwitowała.

W kwestii słów męża Halejcio zasugerowała, że podcast mógł nie oddać pełnego kontekstu rozmowy: "Może wycięto za dużo wyjaśnień, żeby dało się zrozumieć cały przekaz". Podkreśliła też fakt, który - jej zdaniem - ucina spekulacje: filmy na Instagramie zaczęła kręcić, zanim w ogóle poznała Oskara.

Na koniec postawiła sprawę jasno: "Dziś wiem, że wybrałam właściwą drogę. Tworzenie to nie tylko moja praca, ale przede wszystkim coś, co naprawdę kocham".

Warto przypomnieć, że Halejcio od lat należy do czołówki polskich influencerek - ma na koncie statuetkę Twórcy Roku na gali Influencers LIVE Awards i nominację w plebiscycie Digital Shapers. W rozmowie z Pomponikiem przyznała kiedyś bez ogródek: "Zarabiam bardzo duże pieniądze, jestem jedną z topowych influencerek, więc nie mogę narzekać. Są to zdecydowanie większe zarobki niż jak byłam aktorką".

Czy wyjaśnienia Halejcio zamknęły temat - czy raczej dolały oliwy do ognia? Piszcie w komentarzach.