Sandra Hajduk płakała na wizji i nie zamierzała tego tłumaczyć. Powód? Już wiedziała, że tak będzie.
Maciej Dowbor odszedł z "Dzień dobry TVN" i ogłosił, że skupia się na nowych projektach. Dla jego ekranowej partnerki, Sandry Hajduk, pożegnanie nie było jednak zwykłą zawodową zmianą.
Łzy na antenie? Hajduk tłumaczy
Sandra Hajduk wiedziała, że nie wytrzyma bez emocji - i nie wytrzymała. W rozmowie opublikowanej przez Pomponika prezenterka przyznała wprost: "Ja wiedziałam, że tak będzie. Niestety jestem typem osoby, u której co w serduszku, to na twarzy. Każda moja emocja jest bardzo widoczna, co jest moją zaletą i wadą jednocześnie".
Co ważne - Hajduk podkreśliła, że te łzy nie miały nic wspólnego z żalem ani rozczarowaniem. "Ja się wzruszyłam, bo to był kolejny nowy etap, który gdzieś tam jeden się domyka i drugi się otwiera, i dla mnie, i dla niego, ale to nie były łzy jakiegoś żalu" - tłumaczyła.
Grillują razem. Z rodzinami
Relacja Hajduk i Dowbora daleko wykracza poza wspólne poranne prowadzenie programu. Prezenterka nie kryje, że przez lata współpracy naprawdę się zaprzyjaźnili. "My się bardzo zżyliśmy, stanowiliśmy super team, stanowimy nadal, bo to, że nie prowadzimy razem tego programu, nie zmienia tego, że mamy się nawzajem" - mówiła.
Na dowód tego - obie rodziny mają już konkretne plany. "Już jesteśmy umówieni na grilla. Z rodzinami. Tak się składa, że mój mąż i żona Maćka też bardzo się polubili. (...) Mamy super relację i nie zamierzamy jej kończyć" - zapewniła Hajduk.
Po odejściu Dowbora z programu Hajduk napisała publicznie, że zyskała w nim brata. On odwdzięczył się, nazywając ją najlepszą współprowadzącą, z jaką pracował. Trudno o lepsze pożegnanie w telewizji śniadaniowej.
Czy takie przyjaźnie zza ekranu faktycznie przetrwają próbę czasu - albo przynajmniej próbę wspólnego grilla? Dajcie znać w komentarzach.



