Grażyna Torbicka przez prawie 30 lat tworzyła dla Telewizji Polskiej. W 2016 roku wstała rano, powiedziała 'do widzenia' i już nigdy nie wróciła. Teraz ujawnia, co ją do tego skłoniło.
Decyzja bez planu B
Grażyna Torbicka nie miała czasu na myślenie. W 2016 roku, kiedy TVP ingerował w jej autorski program, dziennikarka postanowiła - koniec. "Stwierdziłam, że chyba to nie jest mój świat i to było takie z dnia na dzień - po prostu powiedzenie: 'do widzenia, wychodzę'" - powiedziała w rozmowie z Moniką Borzym dla serwisu Onet Styl Życia.
Nikt jej tego nie spodziewał się po niej. Wszyscy pytali o plan B, a ona odpowiadała: "Nie mam planu B, ale plan A jest taki, że ja wychodzę". Kocham kino" miał ogromną widownię, program funkcjonował bez zarzutu - ale dla Torbickiej to nie wystarczało.
Dumna ze swojego kroku
Co ważne - dziennikarka nie żałuje ani przez sekundę. "Byłam nawet bardzo dumna ze swojej decyzji i swojego kroku. Nie spodziewałam się, że ja to tak mogę podjąć" - przyznała w wywiadzie.
Torbicka opisuje tamten moment jako ingerencję w jej autorkę, sytuację, którą określa jako "bardzo nieprzyjemną". To nie była zwykła zmiana stanowiska czy przepychanka personalna - to był moment, kiedy dziennikarka stwierdziła, że granica została przekroczona.
Po odejściu z TVP Torbicka nie znikła ze świata mediów. Jej kariera się nie skończyła, a ona sama udowodniła sobie, że potrafi podejmować ważne decyzje bez asekuracji i poduszki bezpieczeństwa.
Czego nas uczy ta historia?
Historia Torbickiej to lekcja dla tych, którzy myślą, że kariera to tylko jedno miejsce pracy. Po latach, gdy wspomina tamtą chwilę, widać, że ta decyzja była dla niej punktem zwrotnym - nie tyle końcem, ile nowym początkiem. A fakt, że dzisiaj opowiada o tym z uśmiechem i dumą, mówi wiele.



