Simona Stolicka zapytała go wprost: czy myślał o powrocie do Warszawy? Krzysztof Gojdź odpowiedział równie wprost - i nie był to komplement pod adresem rodaków.
Krzysztof Gojdź od lat żyje między Stanami Zjednoczonymi a resztą świata. Polska pojawia się w tym układzie rzadko - i jak sam przyznał w rozmowie z Party.pl, to raczej się nie zmieni.
"Nie życz mi tak źle"
Kiedy prowadząca Simona Stolicka zapytała go w programie "Party u Simony", czy nowy etap życia to może dobry moment na przeprowadzkę do Warszawy, Gojdź zareagował błyskawicznie.
"Nie, oj nie życz mi tak źle" - uciął krótko.
A potem rozwinął myśl, bo najwyraźniej miał to długo w sobie. "Ja kocham Warszawę, kocham Polskę. Bardzo lubię też część Polaków, ale jednak mental tych Polaków niestety nie gra z moim mentalem. Dalej ja czuję się trochę (...) amerykański" - powiedział w wywiadzie.
Brzmi jak człowiek, który już dawno podjął tę decyzję i nie zamierza jej rewidować.
Miami też nie jest rajem
Co ciekawe, Gojdź nie oszczędził też swojej amerykańskiej bazy. Opowiedział o włamaniu do jego domu w Miami - i przyznał, że miasto zmieniło się nie do poznania.
"Tego typu grabieże nie były na porządku dziennym, a teraz są. Wiele gwiazd, na przykład Brad Pitt, zostało obrabowanych. To jest miasto bardzo niebezpieczne teraz" - stwierdził w rozmowie.
Brad Pitt jako punkt odniesienia robi wrażenie - ale skoro obaj kręcą się w tych samych okolicach Miami, to może i nie aż tak zaskakujące.
W tym samym wywiadzie Gojdź miał odnieść się do doniesień o sprzedaży swojej willi w Stanach za 12 MILIONÓW ZŁ oraz zdradzić, które gwiazdy Hollywood mieszkały w jego sąsiedztwie. Szczegóły - w materiale wideo na kanale Party na YouTube.
Jedno jest pewne: powrotu do Warszawy w planach nie ma. A co myślicie - macie mu to za złe?




