Trzy godziny w pociągu, cztery razy w miesiącu, dwa miasta, jedno życie. Ola Filipek przyznała w końcu, że dopiero w tym szaleńczym tempie zaczęła siebie lubić.
Kraków, Warszawa i brak czasu na oddech
Ola Filipek od prawie dekady pracuje w RMF FM w Krakowie. Tam ma dom, rutynę i poukładany dzień. Ale od końca sierpnia ubiegłego roku do planu dołączyła Warszawa - bo Polsat zaproponował jej prowadzenie "halo tu polsat". Od tamtej pory prezenterka regularnie wsiada w pociąg i pokonuje 300 kilometrów w jedną stronę.
"W radiu w Krakowie pracuję codziennie od 14 do 19. Wstaję rano, idę na siłownię, wracam, biorę prysznic, jem śniadanie i idę do pracy. Kiedy sytuacja tego wymaga, do planu dnia muszę dopisać wyjazdy do Warszawy, trzy-cztery razy w miesiącu" - mówiła w rozmowie z "Rewią".
I dodała bez owijania w bawełnę: "Zdarza się, że nie mam kiedy odpocząć. Ale myślę, że właśnie takiej energii i adrenaliny w życiu potrzebowałam".
To tempo zaczęło się od "Tańca z gwiazdami". Program otworzył jej drzwi do telewizji - i przy okazji zrobił coś, czego lata pracy radiowej nie zrobiły.
"Przychodzi moment, kiedy zaczynasz lubić siebie"
Filipek przyznaje, że TzG zmienił jej sposób myślenia o sobie. Nie chodzi tylko o taniec. Chodzi o to, co zobaczyła, stojąc obok ludzi z dużym dorobkiem.
"Będąc w gronie osób doświadczonych, z dorobkiem artystycznym i dziennikarskim, obserwowałam ich i zaczęłam doceniać to, co mam. Wtedy zdałam sobie sprawę, jak wiele w życiu zawodowym udało mi się osiągnąć. Kiedyś w ogóle tego nie zauważałam" - wyznała w "Rewii".
I dodała: "Ten program bardzo rozwija. Przychodzi moment, kiedy zaczynasz lubić siebie nawet pomimo porażek, niedoskonałości i niskich ocen. Przyjmujesz je na klatę".
Dziś mówi o sobie, że jest pracowita i pełna siły, której źródła sama nie potrafi wskazać. Szuka radości wszędzie - w ludziach, rozmowach, przypadkowych spotkaniach. Pociąg Kraków-Warszawa pewnie też już traktuje jak chwilę dla siebie.
Czy taki tryb życia da się utrzymać długoterminowo? Filipek twierdzi, że jak na razie za tym wszystkim nadąża. Co myślicie - dałoby się tak żyć?




