Sebastian Fabijański miał jedno zdanie do całej tej afery - i nie była to odpowiedź, której ktokolwiek się spodziewał.
Ustawa o zabezpieczeniu socjalnym artystów rozgrzała polskie media do czerwoności. Skolim wylał na kolegów po fachu wiadro pomyj na żywo. Doda odpowiedziała mu równie ostro. A Sebastian Fabijański? Aktor spojrzał na całą sprawę z zupełnie innej strony.
Co tak naprawdę przewiduje ustawa?
Projekt przyjęty przez Radę Ministrów w maju 2026 roku nie wprowadza - wbrew temu, co krzyczą media społecznościowe - żadnych "specjalnych emerytur" dla gwiazd. Chodzi o umożliwienie artystom opłacania składek ZUS mimo nieregularnych dochodów z umów, które nie zapewniają ubezpieczenia społecznego. Wsparcie ma trafiać przede wszystkim do tych, których średnie zarobki nie przekraczają określonego progu. Rząd szacuje, że z systemu skorzysta około 20 tysięcy osób. Ustawa musi jeszcze przejść pełną ścieżkę legislacyjną.
Zapłon pod dyskusję podłożył Skolim, który podczas jednego z wejść na żywo powiedział wprost: "Pojechałem dzisiaj na live o tych ku****h artystach. Domagają się emerytur, a dzieci oczekują na zbiórki". Dodał, że artyści "albo przechlali całą karierę, albo robią taką muzykę, że nikt tego nie chce oglądać". Słowa błyskawicznie rozeszły się po sieci i wywołały lawinę reakcji - w tym ostrą ripostę Dody.
Fabijański nie zostawia złudzeń
Po piątkowym koncercie Premier w ramach 63. Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu - gdzie wystąpił w duecie z Daryą Frączek, wykonując utwór "Nieidealna" - Fabijański odpowiedział na pytania Kozaczka o ustawę.
I zaskoczył. Zamiast stawać po którejś ze stron sporu, wycelował w tych, którzy ten spór nakręcają.
"Autentycznie nie wiem, co na ten temat myśleć. Fajnie by było, żeby artyści nie dawali się wciągnąć w jakieś polityczne gry. Mam wrażenie, że politycy i ludzie z tej sceny czekają na to" - powiedział aktor w rozmowie z Kozaczkiem.
Krótko, bez owijania w bawełnę. Fabijański podobno nie odniósł się do tego, czy sam liczy na wsparcie z projektowanego systemu - skupił się na mechanizmie, który jego zdaniem napędza całą awanturę.
Czy ma rację, że to polityczna gra na skłócenie środowiska? A może ucieka od odpowiedzi na trudniejsze pytanie? Piszcie w komentarzach.









