Helena Englert wreszcie pokazała, do czego ją stać na parkiecie. Zgarnęła 41 punktów i została najwyżej oceniana uczestniczką wieczoru. Problem? Gwiazda nie potrafi się z tego cieszyć.

Englert: 'Czuję się winna, choć w niczym nie zawiniłam'

W trzecim odcinku 'Tańca z gwiazdami' jurorzy byli nieco mniej surowi niż do tej pory. Na parkiecie pojawił się też Maryla Rodowicz jako piąty członek jury, a uczestnicy tańczyli do jej przebojów. Atmosfera była festiwalowa - do czasu ogłoszenia, kto pada.

Helena Englert przeszła tego wieczoru bez szwanku. Jej taniec zachwycił jurorów na tyle, że otrzymała 41 punktów (maksymalnie można było dostać 50 ze względu na obecność Rodowicz). Nie było to zwycięstwo bez zarzutu - ale było bliskie.

Zwycięstwo z goryczą

Tyle że gdy Englert zobaczyła wyniki, radość szybko zmieniła się w niepewność. W rozmowie z magazynem 'Party' przyznała, co ją gryzie: "Mam jakieś poczucie winy. Byłam przygotowana na to, że ten tydzień był bardzo trudny dla mnie, i byłam przygotowana na to, że tak nie będzie. Ale bardzo się cieszę, że wyszło tak, jak wyszło. Po prostu mam takie poczucie, że jest też bardzo dużo innych par, które zasługują na to, żeby być docenione".

Gwiazda nie ukrywa, że czeka na moment, gdy jej "noga się podwinie". Ale bardziej niż własnym sukcesem przejmuje się losem innych uczestników. "Tak bardzo, jak cieszę się, że nam idzie fantastycznie, tak też chciałabym zobaczyć inne pary obok nas" - powiedziała.

W trzecim odcinku z programu odpada Matteo Brunetti, który nie krył rozczarowania tym wynikiem.

Co dalej?

Helena ma jeszcze szansę pozbyć się wyrzutów sumienia w kolejnych odcinkach. Jeśli będzie utrzymywać formę - a sygnały są obiecujące - może okazać się, że jej współczucie dla rywali to nie kara, a znak wrażliwości.

Ale czy kiedy znowu wygra, będzie potrafiła cieszyć się bez kompleksów? To pytanie, które sama sobie zadaje.