Telefon w szafie, twarz bez makijażu, zero alkoholu - i to dopiero początek. Doda właśnie opisała zasady swojego obozu treningowego i brzmi to jak obóz przetrwania w pięciogwiazdkowym hotelu.
500 osób stoi w kolejce. Miejsca już nie ma. A cena wejściówki przekracza 7 tysięcy złotych. Mimo to camp Dody stał się jednym z gorętszych tematów tego lata - i po słowach wokalistki wiadomo dlaczego.
"U mnie nie będzie campu jak u innych osób"
Doda nie owija w bawełnę: jej obóz ma być twardszy niż to, co oferują inne gwiazdy. W rozmowie z reporterką Party.pl powiedziała wprost: "Ja jestem bardzo hardcore'ową osobą i będzie ostro. Otaczam się ludźmi, z którymi sama pracuję na co dzień zarówno w mentalu, jak i od fizycznej strony mojego organizmu."
Pierwsza edycja campu odbędzie się od 12 do 17 lipca w Heron Live Hotel w Gródku nad Dunajcem - pięciogwiazdkowym obiekcie, który zapewnia pełne wyżywienie, codzienne treningi oraz wykłady i warsztaty z zakresu zdrowia, duchowości, ziołolecznictwa i psychologii. Brzmi jak wellness retreat? Doda szybko prostuje to wrażenie.
Trzy zakazy obowiązują bezwzględnie przez cały pobyt: telefon wyłączony, makijaż zakazany, alkohol w ogóle nie wchodzi w grę. "Dni są naszpikowane tyloma fajnymi rzeczami, że telefony są im niepotrzebne" - tłumaczyła wokalistka.
Co ważne - Doda nie zamierza przyglądać się z boku. Zapowiedziała, że codziennie będzie ćwiczyć razem z uczestniczkami. "Ja ten camp zrobiłam przede wszystkim dla siebie. Bo ja chcę się podowiedzieć wszystkiego" - przyznała szczerze.
500 osób w kolejce i już myśli o sierpniu
Zainteresowanie zaskoczyło samą artystkę. Wszystkie miejsca rozeszły się błyskawicznie, a chętnych wciąż przybywa. "Nie spodziewałam się tego. Na wariackich papierach szukamy kolejnej daty" - mówiła Doda, dodając, że druga edycja mogłaby odbyć się w sierpniu.
Doda dołącza tym samym do grona gwiazd takich jak Anna Lewandowska czy Ewa Chodakowska, które od lat organizują własne obozy treningowe i robią na tym świetny biznes.
Pytanie tylko jedno: czy 7 tysięcy złotych za tydzień bez telefonu, makijażu i kieliszka wina to dla was cena akceptowalna - czy wolicie oglądać relacje z campu z kanapy? Dajcie znać w komentarzach.



