Miała 169 cm, archiwalne zdjęcia i żelazną pewność siebie. Do agencji modelek w Tel Awiwie weszła z hasłem 'shalom, jestem urodzoną modelką'. Wyszła z niczym.
Doda wygrzebała z szafy zdjęcia sprzed prawie trzydziestu lat. Nastoletnia, bez charakterystycznych dziś ust, za to z - jak sama mówi - niepokojem i iskrą w oczach. Przy okazji opowiedziała historię, której chyba jeszcze nie słyszeliście.
Shalom, jestem modelką. Agencja miała inne zdanie
Wszystko zaczęło się od przeprowadzki. Doda wyjechała z pierwszym chłopakiem do Izraela, gdzie grał w piłkę, i postanowiła, że nie będzie siedzieć z założonymi rękami. Plan był prosty: zostać modelką. Z portfolio pod pachą pojechała prosto do agencji w Tel Awiwie.
"Pojechałam do Tel Awiwu do agencji modelek z tymi zdjęciami i powiedziałam, że excuse me, shalom, że przecież ja jestem urodzoną modelką, jakby nie widać, i że oni mnie muszą wziąć do agencji modelek. Zaznaczam, że mam 1,69 m wzrostu i tak się bardzo wyprostuję" - relacjonowała na Instagramie.
Agencja podziękowała. Doda była w szoku.
"Byłam w szoku, że mnie nie wzięli po takim wspaniałym portfolio fotograficznym. Naprawdę byłam zażenowana ich bezguściem" - dodała z właściwą sobie skromnością.
Archiwalne zdjęcia i nostalgia z przymrużeniem oka
Sesja, którą pokazała, pochodzi mniej więcej z okresu matury. Doda pozuje w ówczesnych trendach - bez charakterystycznej dziś stylizacji, za to z tym samym spojrzeniem, które rozpoznają wszyscy fani. Sama skomentowała to tak: "Niepokój oraz iskra, szaleństwo i chaos w oczach pozostały".
Archiwalne zdjęcia wrzuciła na Instagrama z dłuższą relacją głosową, w której od początku do końca zachowała dystans do siebie. "Dobrze kochani, teraz dla ucieszy i posikania się w majtki po drugiej stronie waszych telefonów" - tak zaczęła całą opowieść.
Izraelska agencja odrzuciła ją przez wzrost. Polska scena muzyczna kilka lat później nie miała już żadnych zastrzeżeń. Może Tel Awiw po prostu nie wiedział, co traci.


