Ralph Kamiński uznał, że najlepszą mediatorkę w sporze Kayah ze Steczkowską znajdzie gdzie indziej. Konkretnie - u Dody. Doda miała inne zdanie.
Kamiński zaprosił Dodę do cudzej awantury
Po pierwszym półfinale Eurowizji w sieci zawrzało. Ralph Kamiński napisał, że "Gaja została pokonana... bez smoka". Kayah dorzuciła swoje - że dobry performance można zrobić "bez tanich wygibasów i latania w przestworzach". Justyna Steczkowska, która właśnie takim wygibasem i smokiem jeździła po Bazylei, nie zamierzała tego puścić płazem.
Napięcie między Kayah a Steczkowską sięgnęło zenitu. I właśnie wtedy Kamiński - w rozmowie z WP - dostał pytanie, kto mógłby je pogodzić. Jego odpowiedź brzmiała: "Ja zostawiam to Dodzie".
Doda: krótko i bez owijania w bawełnę
Redakcja Party.pl zapytała Dodę wprost. Odpowiedź przyszła błyskawicznie.
"O najmądrzejszy, najpierw skłóca, a teraz do godzenia innych ściąga. Niech on je godzi, jak je skłócił" - powiedziała Doda w wywiadzie.
Jednocześnie zaznaczyła, że Kamiński prawdopodobnie nie miał złych intencji i nie chciał urazić Steczkowskiej. Ale jedno ją irytuje - że Kamiński i Kayah, chcąc pochwalić Alicję Szemplińską, w ogóle nie musieli wciągać w to Justyny.
Logika prosta. Chcesz komplementować jedną artystkę - nie rób tego kosztem innej. Szczególnie gdy ta druga ma smoka i nie zawaha się go użyć.
Kto w tym wszystkim wygrywa?
Szemplińska śpiewa, Kamiński komentuje, Kayah wtóruje, Steczkowska się obraża - i cały show kręci się w kółko. Doda w tej układance jest jedyną osobą, która powiedziała wprost: to nie mój cyrk, nie moje małpy.
Przynajmniej na razie. Bo historia pokazuje, że Doda rzadko zostaje z boku gdy dzieje się coś ciekawego.
Co wy na to - Kamiński powinien sam naprawiać co narobił, czy Doda byłaby lepszą mediatorkę niż jej się wydaje?



