Zebrał 283 miliony złotych, pobił rekordy i... zniknął. Doda była jedną z pierwszych gwiazd, które odwiedziły Piotra Hancke na streamie, więc gdy influencer ogłosił przerwę, dziennikarze ruszyli właśnie do niej.
Dlaczego Łatwogang nagle zamilkł?
Piotr Hancke, znany jako Łatwogang, 29 maja wieczorem wrzucił na Instagram film z prostym wyznaniem: potrzebuje odpoczynku. Po 9-dniowym streamie, który przyniósł prawie 283 miliony złotych dla potrzebujących, influencer najwyraźniej dotarł do ściany. "Nigdy nie byłem gotowy na takie rzeczy i potrzebuję troszeczkę odpocząć" - przyznał w nagraniu, które obejrzały miliony.
Nikt specjalnie nie był zaskoczony. Może poza tymi, którzy nie rozumieją, czym jest nagła, planetarna sława na człowieku, który jeszcze niedawno był zwykłym chłopakiem z internetu.
Co Doda powiedziała o Łatwogangu?
Doda poznała influencera osobiście - była jedną z pierwszych gwiazd, które odwiedziły go na streamie. Przy okazji imprezy See Bloggers (29-31 maja) podzieliła się wrażeniami w rozmowie z Telemagazynem. Bez owijania w bawełnę.
"Zupełnie z innego świata. Skromny, jakiś taki uroczy w tej swojej czasami nieporadności, ale też bardzo z taką ogromną siłą, miłością, pokorą, uczuciowością, empatią. Ogromna empatia" - mówiła o Łatwogangu.
Jego decyzja o przerwie jej nie zaskoczyła. Artystka tłumaczyła, że Hancke działa głównie na emocjach i impulsach, a taki sposób funkcjonowania ma swoją cenę. "Robi to z serca, z jakichś takich pobudek czysto impulsywnych, emocjonalnych i na tym bazuje. Dlatego też może go to bardzo męczyć" - oceniła.
Krótko mówiąc: Doda rozumie go lepiej, niż większość komentatorów w sieci, którzy jego przerwę przyjęli z mieszaniną zdziwienia i hejtu.
Czy Łatwogang wróci szybko, czy potrzebuje naprawdę długiego oddechu? Tego na razie nie wiadomo. Jedno jest pewne - po takim streamie mało kto wróciłby do normalności bez szwanku. Co wy na to - dajcie znać w komentarzach.



