Daniel Martyniuk nagrał matkę na dworcu w Białymstoku i wrzucił film do sieci. Danuta przywiozła go samochodem, ale nie jechała dalej do Warszawy - a wtedy zrobiło się naprawdę ciężko.
# Konflikt na dworcu
Syn Zenona Martyniuka nie ma już nic do stracenia. W poniedziałek 7 września opublikował nagranie, na którym widać jego matkę ze zaczerwienionymi od płaczu oczami. Scena rozgrywa się na dworcu kolejowym w Białymstoku, a dialog między 37-latkiem a Danutą to czysty dramat.
Danuta przywiozła syna samochodem, ale odmówiła jechania z nim dalej do Warszawy. Daniel nie przyjął tego do wiadomości. "Gdzie idziesz? Co to ma oznaczać?" - słychać na filmie, jak pyta matkę, która pośpiesznie opuszczała dworzec w kierunku parkingu.
"Jedziesz"
Danuta tłumaczyła, że nie mogła zostawić samochodu na długo. Wtedy padło słowo, które zabiło atmosferę. "Jedziesz" - warknął na matkę 37-latek, jakby wydawał rozkaz. Zapłakana Danuta nie wytrzymała presji. Żona Zenka Martyniuka kazała synowi się odczepić, ale to tylko go bardziej rozwścieczyło. Wyrzucił z siebie kolejne przykre słowa, zanim matka wsiądziła do auta i odjechała.
Daniel musiał sam jechać pociągiem do Warszawy.
Odwdzięczenie się
Ironia losu - to właśnie Danuta interweniowała, by Daniel pojawił się na planie programu TTV, w którym miał brać udział. Kobieta wsparła syna mimo wszystkich jego poprzednich afer i publicznych krytyk rodziców. Według informacji Pudełka to ona go tam zawiozła, a nagranie z dworca to jej "podziękowanie".
Fani sieci są wstrząśnięci. W komentarzach pod postem Daniela piszą o braku szacunku i empatii. Martyniuk jednak, jak zwykle, wydaje się całkowicie nieświadomy powagi swojego zachowania.
Co na to Zenon? Czy ojciec Daniela w końcu powie mu, co myśli?


