Krzysztof Cugowski ma już 76 lat, ale scena wciąż go kusi. Emerytura - 1700 złotych miesięcznie - to zbyt mało, aby przestać śpiewać. Były wokalista Budki Suflera nie kryje się z tym, że bez koncertów byłoby mu ciężko.
Emerytura ledwie starczy na chleb
Cugowski nigdy nie ukrywał, że jego świadczenie z ZUS-u jest żenująco niskie. Po wszystkich rewaloryzacjach otrzymuje zaledwie 1700 złotych miesięcznie - kwotę, którą skomentował z typową dla siebie ironią. "Po różnych rewaloryzacjach mam już 1700 zł, proszę państwa, i tylko się cieszę, że mi tej emerytury nie przynosi listonosz, bo by się zapewne naigrywał i śmiał" - powiedział w książce "Śpiewanie mnie nie męczy - Cugowski rozmawia z Sierockim".
Muzyk nie może narzekać, bo ma z czego żyć. Ale to nie emerytura go utrzymuje. To scena, publiczność, przeboje, które śpiewa od dziesięcioleci. "Mam jednak tyle, ile mam, i dopóki dopisuje mi zdrowie i pracuję, wysokość tej emerytury w ogóle mnie nie interesuje. Mam z czego żyć i zgrzeszyłbym, gdybym miał pretensje. Zamierzam śpiewać do śmierci" - mówił w rozmowie z "Faktem".
Zarobki, które robią zawrót głowy
Tyle że zarobki Cugowskiego z koncertów to zupełnie inna bajka. Za jeden występ wokalistę stać na stawkę 80 tysięcy złotych - informują dziennikarze. Oczywiście kwotę trzeba rozdzielić między muzyków z zespołu, ale nawet po podziale 76-latek zarabia więcej niż większość Polaków zarobi w roku.
Cugowski jeździ z trasą "Wiek to tylko liczba" i ma jeszcze 18 koncertów do końca roku. Prosta matematyka: ponad milion złotych dodatkowego dochodu. Dlatego właśnie artysta nie myśli o emeryturze. Scena to jego życie, a zarobki z niej to jego najlepsze świadczenie.
Pytanie brzmi: czy ktoś o tym wie w ZUS-ie? Bo 1700 złotych to niestety norma dla artystów pokolenia Cugowskiego - niezależnie od tego, ile zarobiają na koncertach. System działa tak, że emerytura to zastaw przeszłości, a koncerty to teraźniejszość. A teraźniejszość Cugowskiego wygląda całkiem dobrze.




