Maryla Rodowicz ma ponad 60 lat kariery na scenie, ale gdy siadła w podcaście, wyszła prawda: emerytura to zaledwie 2 tysiące złotych. Jednak to nie największy problem. Prawdziwym finansowym molochom jest dom w Konstancinie, który wyniszcza jej budżet co miesiąc.
Emerytura jak kieszonkowe
Królewna polskiej estrady przyznała wprost - pieniądze z ZUS-u to żart. "To jest smutny temat. W tej chwili mam więcej - ponad dwójkę [2 tys. zł]. Moje koty więcej przejadają" - wyznała szczerze w podcaście Kuby Wojewódzkiego i Piotra Kędzierskiego. Brzmi bolesnie? Dla artystki, która wyśpiewała "Małgośkę", "Remedium" czy "Niech żyje bal", to rzeczywistość. Przez 60 lat na scenie nie zdołała zgromadzić fortuny na bezpieczną starość.
Artystka pracowała jako wolny strzelec - bez stałego etatu, bez gwarancji. Każdy koncert to był zarobek, ale też niepewność. Emerytura nie może być wysoka, gdy składki przez dekady były minimalne. Taka jest polska rzeczywistość dla artystów z tamtych czasów.
Dom, który konsumuje pensję
Ale czekaj - jeśli emerytura 2 tysiące, to jak Rodowicz żyje? Odpowiedź brzmi: koncertuje. I to intensywnie. Powód? Dom w Konstancinie - ponad stuletnia willa, którą kupiła za czasów związku z Andrzejem Dużyńskim. Remontowała, przebudowywała, zamieniła w luksusową rezydencję z marmurami, złotymi kranami i designerskimi zdobieniami.
Prawda jest taka, że utrzymanie takiego majątku to nie żart. "Pracuję dużo dlatego, że muszę opłacić rachunki. A jednak ten duży dom generuje codziennie duże koszty" - powiedziała w rozmowie z "Super Expressem". Opłaty za media, podatki od nieruchomości, konserwacja, ogrzewanie tego giganta - to wszystko idzie w grę każdego miesiąca.
Dom to jej duma, ale też jej finansowy krzyż. Nie może go sprzedać - to jej jedyne "bezpieczeństwo", jej dziedzictwo. Nie może też przestać pracować, bo rachunki czekają. To błędy koło - koncerty finansują dom, który zmusza ją do koncertów.
Pracować, bo trzeba
Rodowicz nie przechodzi na emeryturę, bo emerytura nie wystarczy. Na scenę wychodzi nie z miłości do publiczności (choć ta oczywiście jest), ale z czystej konieczności ekonomicznej. Każdy koncert to pieniądze na podatki, media, remont, kiedy coś się zepsuje.
Pytanie dla młodych artystów słuchających tej historii: czy warto budować imperium, jeśli nie możesz się z niego wycofać? Rodowicz nie ma wyboru. Ma dom, ma rachunki, ma scenę - i tak będzie, dopóki zdrowie pozwoli.
Co na to fani? Wielu pyta, czy nie powinna sprzedać majątku i żyć spokojnie. Ale to jej życie, jej świadome wybory z przeszłości - i teraz żyje ich konsekwencjami.




