Poślizgnęła się, dokończyła mecz przez ból i odpadła. A potem zaczęły pikać powiadomienia. Menedżer Mai Chwalińskiej ujawnił, co znajdowała w skrzynce po przegranej na Wimbledonie.
Maja Chwalińska wróciła z Londynu z kontuzją i wiadomościami, których - według jej menedżera - nie da się zacytować publicznie. O tym, co spotkało tenisistkę po odpadnięciu z Wimbledonu, powiedział wprost Piotr Szczypka. I to nie w jakimś anonimowym przecieku, tylko przed kamerą.
Poślizg, ból i koniec turnieju
Chwalińska wjechała na Wimbledon na fali popularności po rewelacyjnym French Open, gdzie sięgnęła po drugie miejsce. Na kortach w Londynie szło jej nieźle - dopóki nie poślizgnęła się podczas meczu. Dokończyła spotkanie, ale do wielu piłek już nie dobiegała. Przygoda z prestiżowym turniejem zakończyła się szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał. Podobno rozważała jeszcze start w deblu, ale ostatecznie musiała postawić na powrót do zdrowia.
"Jest mi ogromnie przykro, że muszę się wycofać. Wspólnie z moim zespołem robię wszystko, aby jak najszybciej wrócić na kort. Dziękuję Wam za wsparcie - do zobaczenia wkrótce!" - napisała na Instagramie.
Menedżer ujawnił, co dostawała w wiadomościach
Piotr Szczypka, menedżer Chwalińskiej, zabrał głos w "Programie Tenisowym" na YouTubie i nie owijał w bawełnę. To, co opisał, brzmi naprawdę niepokojąco.
"To jest coś nieakceptowalnego, ale nieraz jechałem w samochodzie i pikały powiadomienia o wiadomościach, których nie będę tutaj cytował. To, czego życzą ci ludzie, to po prostu już gorzej nie można. Prawdopodobnie Iga podobne rzeczy otrzymuje. To, co czytałem, i to, co słyszałem od Mai, to po prostu tego się nie da opisać" - powiedział Szczypka.
Menedżer nie krył oburzenia. "Jak można mieć taką niechęć do człowieka, którego się nie zna? Chyba tylko za to, że przegrał mecz, a miał wygrać, bo ktoś na niego postawił. Maja jest tego świadoma, bo już spotykała ją tego rodzaju krytyka" - dodał w tej samej rozmowie.
Zdaniem Szczypki część wiadomości mogła pochodzić od osób, które po prostu postawiły pieniądze na Chwalińską i stracili zakład. Kontuzja, pech, zły dzień - to dla nich nie miało znaczenia. Maja miała wygrać, nie wygrała, więc winę dostała ona.
Fani tenisistki, których po French Open przybyło w zawrotnym tempie, w większości stanęli po jej stronie. Ale te kilka tysięcy wiadomości z życzeniami, których menedżer nie chciał cytować publicznie, też do niej dotarło. I to właśnie te - jak wynika z wypowiedzi Szczypki - zostają w głowie najdłużej.
Chwalińska wróci na kort. Pytanie tylko, kiedy - i czy ta historia cokolwiek zmieni w podejściu do hejtu w polskim sporcie. Co o tym myślicie? Dajcie znać w komentarzach.



