Złamane serduszko, jedno zdanie i cisza. Maja Chwalińska odezwała się po raz pierwszy od upadku na korcie w Londynie - i przy okazji potwierdziła najgorsze.
Jeszcze kilka dni temu Maja Chwalińska jechała na Wimbledon jako finalistka Roland Garros - z wiatrem w żaglach i specjalnym dzikim kartym od organizatorów. Skończyło się na jednej rundzie, jednym potknięciu i kontuzji kostki, która przekreśliła wszystko.
Co napisała Chwalińska po Wimbledonie?
Maja Chwalińska po raz pierwszy zabrała głos we wtorek po południu, opatrując wpis emotikoną złamanego serduszka. Napisała krótko: "Nie taki Wimbledon sobie wyobrażałam, ale taki jest czasem tenis. Dziękuję wam wszystkim za wsparcie, naprawdę to doceniam." Jedno zdanie, które mówi więcej niż godzinna konferencja prasowa.
Wcześniej w jej imieniu wypowiadał się jedynie menadżer Piotr Szczypka - i nawet on nie był w stanie powiedzieć, czy Maja stawi się w deblu zaplanowanym na czwartek 2 lipca. Teraz już wiadomo: wycofała się z gry w parze ze swoją przyjaciółką Sinją Kraus. Oficjalnie i ostatecznie.
Przypomnijmy, jak do tego doszło. W pierwszej rundzie Chwalińska mierzyła się z Mananchayą Sawangkaew - tajlandzką tenisistką z miejsca 164. w rankingu WTA. Prowadziła 6:2, 5:2 i mecz wydawał się czystą formalnością. Potem było potknięcie, upadek, narastające problemy z kostką i skurcze. Pod koniec spotkania miała już problem, by dobiec do piłki. Przegrała mecz, który wyglądał jak rozgrzewka.
Co powiedziała Świątek o sytuacji Chwalińskiej?
Iga Świątek skomentowała kontuzję koleżanki podczas konferencji prasowej po własnym meczu 30 czerwca. Świątek powiedziała wprost: "Zakładam, że gdyby Maja czuła się dobrze, to by wygrała ten mecz, bo z tego, co słyszałam, wynik wskazywał, że miała wszystko pod kontrolą." Dodała też, że przejście z euforii po Roland Garros na trawę Wimbledonu to ogromne wyzwanie psychiczne, nie tylko fizyczne.
"Wiem, że nie jest łatwo grać z kontuzją i wcale nie jest łatwo funkcjonować po tak dużym sukcesie, jakim był dla niej Roland Garros. Będzie potrzebowała czasu, żeby się do tej zmiany przystosować" - oceniła Świątek.
Iga podkreśliła też, że Maja ma przed sobą jeszcze mnóstwo czasu i kolejnych turniejów. Łatwo powiedzieć - trudniej przeżyć, gdy Wielki Szlem kończy się w pierwszej rundzie po jednym nieszczęśliwym kroku.
Co teraz? Wycofanie z debla zamknęło londyński rozdział Chwalińskiej. Pozostaje pytanie, kiedy wróci na kort i w jakiej formie. Tenis potrafi być brutalny - i Maja właśnie dostała z jego strony lekcję, której nie zaplanowała.



