Piętnaście lat. Tyle minęło od nocy, gdy Iwona Wieczorek zniknęła między Jelitkowym a rodzinnym domem. Katarzyna Bonda twierdzi, że śledczy od dawna wiedzą, kogo szukają.
Piętnaście lat. Tyle minęło od nocy, gdy Iwona Wieczorek zniknęła między Jelitkowym a rodzinnym domem. Katarzyna Bonda twierdzi, że śledczy od dawna wiedzą, kogo szukają.
"Królowa polskiego kryminału" nie przebiera w słowach. W podcaście Wiktora Słojkowskiego dla Kozaczek.pl pisarka powiedziała wprost - według informacji, które dotarły do niej od osób prowadzących śledztwo, nazwisko sprawcy jest powszechnie znane. Bonda nie podała żadnego konkretnego nazwiska - ale samo sformułowanie brzmi jak bomba.
Co takiego przykuwa nas do tej sprawy od 15 lat?
Bonda uważa, że sprawa Wieczorek działa na wyobraźnię jak żadna inna, bo zawiera absolutnie wszystko, czego się boimy. Młoda kobieta, noc, dwa kilometry do domu - i cisza. "To jest sprawa taka, która jest jak papierek lakmusowy, który zawiera wszystkie zbrodnie w pigułce. Czyli mamy wszystko, co nas najbardziej przeraża. Mamy młodą dziewczynę. Piękną. Która jest ofiarą, czyli to jest też archetypiczne. Mamy to niewyjaśnienie tej zbrodni" - powiedziała pisarka w podcaście.
Dodała też coś, co zostaje w głowie długo po przesłuchaniu rozmowy: "Dlatego, że ona się ucina w tym momencie, kiedy ona znika z tego deptaka i to jest takie magiczne, to jest takie lynchowskie." Lynch. Idealne słowo dla historii, której nie ma zakończenia.
Przypomnijmy fakty. Noc z 16 na 17 lipca 2010 roku. 19-letnia gdańszczanka wraca sama po kłótni ze znajomymi z Sopotu. Ostatni pewny ślad - monitoring przy wejściu na plażę w Jelitkowie, godzina 4:12. Do rodzinnego domu brakowało jej niecałych dwóch kilometrów. Nie dotarła. Nie odnaleziono jej ani żywej, ani martwej.
Czy błędy z początku śledztwa zaważyły na wszystkim?
Bonda jest przekonana, że tak. Według pisarki rozwiązanie sprawy mogło zostać poważnie utrudnione przez potknięcia na samym starcie - zanim jeszcze zebrano kluczowe dowody. Nie sprecyzowała, o jakie konkretnie błędy chodzi, ale ton wypowiedzi nie pozostawiał wątpliwości: coś poszło nie tak i być może właśnie dlatego po 15 latach wciąż nie ma oficjalnej odpowiedzi.
Śledztwo wznawiano wielokrotnie. Przesłuchano setki świadków. Analizowano monitoring, tropiono tajemniczego mężczyznę z ręcznikiem widocznego na jednym z nagrań. Bez skutku. Sprawa formalnie pozostaje nierozwiązana.
Katarzyna Bonda od lat zajmuje się true crime - jej powieści z Hubertem Meyerem i Saszą Załuską regularnie lądują na listach bestsellerów. Kiedy ona mówi, że sprawca jest znany - warto słuchać uważnie. Pytanie tylko, dlaczego w takim razie nikt nie siedzi za kratami.








