Blanka Lipińska weszła do boju za Książulem. Pisarka nie kryje oburzenia tym, jak fani i media potraktowały premierę mrożonej pizzy youtubera - i ma dla wszystkich jedną, gorzką uwagę.

Mrożona pizza z logo Książula to nie artystyczny manifesto, to biznes. Tyle że internauci zdecydowali inaczej. Od chwili gdy youtuber - znany z recenzowania jedzenia w pijackiej, bezpośredniej formule - wprowadził swój produkt do jednej z ogólnopolskich sieci sklepów, sieć zalała fala krytyki. Fani oskarżają go o niekonsekwencję, zmianę zasad, sprzedajność. Jeden z lokali nawet zdjął naklejkę "Muala", którą Książulo przyznał jego jedzeniu w 2023 roku.

I właśnie wtedy Blanka Lipińska przerwała milczenie.

Lipińska: To kompletnie nielogiczne

Pisarka, która regularnie komentuje burze internetowe, nie przebierała w słowach. Na Instastories wyjaśniła, dlaczego cała afera wydaje jej się absurdalna. "Cała ta afera jest dla mnie kompletnie nielogiczna. Książulo nie zaczął brać pieniędzy za pozytywne recenzje restauracji - stworzył własny produkt. 'Muala' zawsze znaczyło: 'jem i mi smakuje, mi Książulowi!' A nie: 'to jest rzemieślnicze, niemrożone, wyprodukowane w Polsce, bio, eko i pet friendly'" - napisała.

Lipińska podkreśliła, że youtuber nigdy się na kulinarnego eksperta nie posługiwał. On po prostu jadł i mówił, czy mu smakowało. To były recenzje zwykłego faceta, nie sommeliera czy szefa kuchni. Dlatego wykorzystanie jego marki do stworzenia własnego produktu to logiczny krok biznesowy, a nie zdrada fanów.

Polska mentalność vs. światowa skala

Celebrytka miała jednak ostre słowa dla polskiego internetu. "Mam wrażenie, że w każdym innym kraju doceniono by skalę tego, co udało mu się zbudować i odwagę, żeby pójść krok dalej. Ale u nas zamiast 'brawo, zrobiłeś coś dużego', natychmiast szuka się powodu, żeby człowieka ściągnąć w dół" - grzmiała Lipińska. I dodała: "Aż chciałoby się powiedzieć: 'skąd ja to znam'".

To było ostre. Nie o produktu czy jego jakości. O mentalności naszego internetu, który zamiast świętować sukces, szuka powodu do niszczenia.

Zdejmowanie naklejki to "mega słaby chwyt"

Lipińska odniosła się też do dramatu z lokałem. Kiedy kebabownia zdjęła naklejkę "Muala" po premierze pizzy, celebrytka nazwała to nie tylko absurdalne, ale i cynicznym zagraniem PR-owym. "Zdejmowanie naklejki 'Muala' z lokalu, bo jej autor wypuścił mrożoną pizzę, jest absurdalne. Ta naklejka była oceną jedzenia w tym miejscu, a nie przysięgą, że Książulo do końca życia nie może wykorzystać swojej marki i na niej zarabiać. Swoją drogą to tani i mega słaby chwyt reklamowy, by na fali 'afery' jeszcze raz huśtnąć się na jego plecach i o sobie przypomnieć. Słabe zagranie bez krzty godności" - napisała.

Blanka nie miała litości. Lokał - zamiast stać za swoją oceną - postanowił zagrać na emocjach hejterów. To jej nie przypadło.

Fani oceniać mogą, ale nienawiść to coś innego

Jednocześnie Lipińska nie zabraniała ludziom krytykowania samej pizzy, jej składu czy sposobu produkcji. To prawo każdego konsumenta. Ale - i tu jest punkt krytyczny - nie widzi nic złego w tym, że twórca o rozpoznawalności marki postanowił zarabiać. To biznes, a nie zdrada.

Pytanie, które teraz wisząc w powietrzu: czy internet posłucha? Czy uznamy, że Książulo zrobił to, co zrobił każdy youtuber, który chciał skalować swój biznes - czy pozostanie on osobą, która "nas zawiodła"?