Dwaj aktorzy weszli do studia 'halo tu polsat' z jedną wiadomością: wbrew pozorom, pracować z partnerem to wcale nie musi kończyć się rozwodem. Tamara Arciuch i Bartłomiej Kasprzykowski, którzy od ponad dwóch dekad tworzą związek i wychowują razem dwójkę dzieci, zdecydowali się zdradzić, jak im się to udaje.

Pracują razem od lat. I nic im się nie stało

Tamara Arciuch i Bartłomiej Kasprzykowski pojawiają się regularnie na jednej scenie - zarówno w trasach teatralnych, jak i w spektaklach. Większość par by tego nie przeżyła. Oni? Wciąż się kochają i nie ukrywają tego. W "halo tu polsat" Kasprzykowski wprost powiedział, co mówią im znajomi: "Ludzie mówią, że nie należy pracować z żoną, bo to rodzi konflikty. My jesteśmy od wielu lat w trasach razem, jeździmy razem z przedstawieniami. I my się świetnie dogadujemy".

To nie pierwszy raz, gdy aktorzy wspólnie występują. Za każdym razem jednak słychać sceptyczne głosy - przecież wspólna praca zwykle kończy się dramatem. Ale Arciuch i Kasprzykowski są tego żywym dowodem, że związek i kariera to niekoniecznie połączenie wybuchowe.

Tajemnica? Brak ego

Durante rozmowy w Polsacie poruszyli też szerszy temat - czym w ogóle jest dobre aktorstwo. Arciuch nie miała wątpliwości: "Im aktorzy więcej rezygnują z ego, tym są lepszymi aktorami". Kasprzykowski natychmiast ją uzupełnił: "Im mniej aktora jest w roli, tym to jest bardziej rola".

To nie są tylko słowa na papierze. W ich wykonaniu brzmi to jak wyznanie wiary. Aktorka i aktor, którzy pracowali razem dziesiątki razy, wiedzą, o czym mówią. Rezygnacja z ego - zarówno na scenie, jak i w życiu prywatnym - to być może rzeczywiście klucz do sukcesu pary pracującej w tym samym zawodzie.

Gorzka diagnoza polskiego show-biznesu

Ale Arciuch i Kasprzykowski nie tylko dzielili się swoimi sekretami. Dość gorzko skomentowali również współczesną rzeczywistość w aktorstwie. Kasprzykowski nie gryzł się w język: "Nasi koledzy są rozliczani z tego, ile mają obserwujących na Instagramie i to daje im, albo nie daje im roli. To jest absurdem".

To bolesne słowa dla branży, w której liczba followersów często decyduje o tym, czy się pracuje. Dla pary, która karierę budowała przez dziesięciolecia - zanim social media stały się głównym kryterium - musi to brzmieć jak dystopia.

Co na to fani?

Wiele osób obserwujących parę przez lata jest zachwyconych, że udowodnili, iż związek i wspólna praca to nie muszą być przysłowiowe warunki do rozwodu. Na Instagramie Arciuch i Kasprzykowskiego pojawiają się zdjęcia z tras, wspólne projekty - i wszyscy widzą, że między nimi dzieje się coś autentycznego.

Pytanie tylko: czy w czasach, gdy o roli decyduje ilość lajków, para taka jak oni ma w ogóle szansę w dzisiejszym show-biznesie? Ich odpowiedź brzmiała jak wezwanie do powrotu do korzeni aktorstwa.