Anna Wojton przerwała milczenie w sprawie afery wokół 'Nigdy w życiu'. Aktorka nie gryzła się w język - według niej, cała wrzawa wokół Joanny Jabłczyńskiej i obsady to niedorzeczność, którą media rozdmuchały bardziej niż warta.
Anna Wojton nie przebiera w słowach
Aktorka przyznała Kozaczek.pl wprost: nie rozumie skali zamieszania, które wybuchło wokół powrotu 'Nigdy w życiu'. Zmiana obsady w kontynuacjach filmów to normalna praktyka w branży - Wojton uważa, że nikt powinien robić z tego wielką dyskusję. "To jest tak głupie, że głupsze nie może być" - stwierdziła bez ogródek.
Wójton nie szczędziła krytyki samej aferze i jej amplifikacji w mediach. "To jest żałosne, szczerze mówiąc. Naprawdę jest to żałosne" - powiedziała, dodając, że szczególnie irytuje ją publiczny wymiar sporu. "Wszyscy, wywiady, głupoty, mieszanie w to ludzi publicznych - zupełnie bez sensu, w ogóle mnie to nie interesuje."
Aktorka wskazała jasną granicę między osobistym rozczarowaniem a medialnym hejtem. Decyzje o obsadzie należą do producentów i reżyserów - nie do publiczności.
"Przykro mi było, ale nie robię afery"
Wójton nie udawała jednak, że rozumie tylko jedną stronę medalu. Sama niedawno doświadczyła podobnego rozczarowania - jej postać Myćkowej nie znalazła się w nowym sezonie 'Rancza'. "Przykro mi było, jak teraz wznawiają to 'Ranczo', nie wzięli na przykład mnie pod uwagę" - przyznała.
Jednak - i tu tkwi sedno jej argumentu - nie zrobiła z tego publicznego spektaklu. "Byłoby mi przykro i to wszystko, a nie robiłabym jakiejś zadymy" - wyjaśniła. Dla Wójton sprawa jest prosta: rozczarowanie jest ludzkie, ale przerabianie go na medialną batalię to już przesada.
Cała sprawa żyje własnym życiem
Afera wokół 'Nigdy w życiu' wybuchła, gdy okazało się, że Joanna Jabłczyńska nie powróci do roli Tosi z oryginalnego filmu z 2004 roku. Aktorka publicznie wyrażała swoje rozczarowanie, co szybko przerosło samą produkcję. Do dyskusji włączyły się media, osoby z branży, fani - sprawa nabrała rozmachu, który Wójton uważa za całkowicie nieproporcjonalny.
"Co to kogo obchodzi, że jakaś panna się obraziła na produkcję?" - pytała retorycznie. Jej stanowisko jest jasne: tego typu decyzje należą do behind-the-scenes, a nie do publicznej areny.








