Lalkarstwo, epizod w 'Na dobre i na złe', Złota Malina i miliony fanów na całym świecie - droga Anny Marii Siekluckiej do sławy była wszystkim, tylko nie prosta. W niedzielę skończyła 34 lata.
Od lalek do Netflixa
Zanim świat poznał ją jako Laurę z "365 dni", Anna Maria Sieklucka siedziała na zajęciach z lalkarstwa. Serio. W 2018 roku skończyła Wydział Lalkarski wrocławskiej Akademii Sztuk Teatralnych - kierunek, który mało kto kojarzy z hollywoodzkim blaskiem.
Pierwsze kroki przed kamerą stawiała rok później, w 2019 roku. Zagrała epizodyczną rolę Anieli Grabek w serialu "Na dobre i na złe" - jeden odcinek, żadnych fleszy, żadnych czerwonych dywanów.
"365 dni" zmieniło wszystko - na lepsze i gorsze
W 2020 roku dostała główną rolę w ekranizacji powieści Blanki Lipińskiej. Film zbombardowali krytycy, ale widzowie Netflixa zrobili z niego globalny fenomen - "Newsweek" pisał o nim jako o najchętniej oglądanej produkcji roku. Sieklucka dostała nominację do Złotej Maliny dla najgorszej aktorki i statuetkę Węża za "Najgorszy duet na ekranie". Popularność jednak zrobiła swoje.
Po trylogii Sieklucka nie zniknęła - wręcz przeciwnie. Pojawiła się w "Tańcu z gwiazdami" i "Twoja twarz brzmi znajomo", a w 2023 roku wróciła na deski teatru. W 2025 roku dołączyła do obsady serialu "Pierwsza miłość".
I ta metamorfoza wyglądu. Charakterystyczna blondynka z plakatów Netflixa dziś jest brunetką - stonowaną, elegancką, kompletnie inną niż ta, którą świat poznał sześć lat temu.
Czterdzieści lat za sześć lat. Na razie Sieklucka rozkręca się w tempie, którego nie przewidział żaden lalkarz z Wrocławia. Co wy na to?




