Anita Werner przeczytała komentarze pod wpisem Anny Lewandowskiej o przeprowadzce do Chicago i napisała, co o nich myśli. Bez owijania w bawełnę.
Anna Lewandowska przyznała otwarcie, że decyzja Roberta o transferze do Chicago Fire ją przeraża. Barcelona stała się jej domem - rozwijała tam biznes, zadomowiła się, polubiła. Myśl o kolejnej przeprowadzce, o nowej szkole dla córek, o zaczynaniu wszystkiego od nowa - jak napisała na swoim profilu - po prostu ją przytłacza.
"Przed nami ogromna zmiana, czyli przeprowadzka do Chicago. Ostatnie tygodnie to dla mnie rollercoaster skrajnych emocji. Barcelona stała się moim domem. Moim bezpiecznym miejscem, które pokochałam całym sercem" - napisała influencerka. I dodała wprost: "Jako kobieta mam prawo czuć lęk. Mam prawo czuć się przytłoczona i nie będę udawać, że jest inaczej".
Anita Werner odpowiada krytykom Lewandowskiej
Anita Werner zabrała głos po tym, jak sieć zalała fala komentarzy wyśmiewających Lewandowską. Dziennikarka nie ukrywała, że to właśnie reakcja internautów - nie sam wpis - zrobiła na niej największe wrażenie. I nie było to wrażenie pozytywne.
"Anna Lewandowska napisała, że się boi. Że przeraża ją ogromna zmiana, zostawienie tego, co zbudowała, zaczynanie trochę od nowa. A mnie przeraziło to, co zobaczyłam w wielu komentarzach, które wyśmiewają i zabierają prawo do odczuwania" - napisała na swoim profilu.
Werner postawiła też pytanie wprost tym, którzy uważają, że bogata żona piłkarza nie ma prawa się bać: "Czy naprawdę kobieta, która ma finansowy komfort, osiągnęła sukces, spełnia się w swojej pasji i biznesie, jest żoną sportowej legendy, mamą dwójki dzieci, nie ma prawa odczuwać strachu? Naprawdę nie może stresować się tym, czy jej córki dadzą sobie radę w nowej szkole? Przecież te emocje nie mają nic wspólnego z milionami na jej koncie".
I dokończyła myśl: "Ludzie z milionami na koncie są też zwykłymi ludźmi. Też cierpią, też czują się samotni, mają swoje rodzinne sprawy. I nie wszystkie z tych spraw da się ogarnąć grubym portfelem i prywatnym odrzutowcem".
"Ania, trzymam kciuki"
Werner zakończyła swój wpis słowami wsparcia dla Lewandowskiej. Podkreśliła, że mówienie głośno o lękach - zwłaszcza w świecie, gdzie gwiazdy zazwyczaj pokazują tylko wyretuszowany obrazek - wymaga odwagi. "Pokazanie swojej ludzkiej twarzy, swoich lęków, wymaga odwagi. Ja to szanuję. I dziękuję za ten wpis. Ania, trzymam kciuki" - podsumowała dziennikarka.
Wpis Lewandowskiej podzielił internet - jedni docenili szczerość, inni uznali, że żona jednego z najlepiej zarabiających piłkarzy świata nie ma powodów do narzekań. Werner wybrała stronę. I dała to wyraźnie do zrozumienia. A wy - co myślicie? Macie rację krytycy, czy rację Werner? Piszcie w komentarzach.


