Przez dekady stał za konsoletą, nie przed mikrofonem - i właśnie dlatego tak mało osób znało jego twarz. Andrzej Sasin, reżyser dźwięku i producent, który dwukrotnie odebrał Grammy, odszedł 11 czerwca.
Świat muzyki klasycznej stracił kogoś, kto brzmieniem polskich orkiestr zajmował się od kulis. Andrzej Sasin, wieloletni reżyser dźwięku Filharmonii Narodowej w Warszawie, zmarł 11 czerwca. Publiczne pożegnania pojawiły się dopiero 16 czerwca - i to opóźnienie mówi wszystko o tym, jak dyskretnie funkcjonował w branży.
Ministra kultury: "Pozostaniesz z nami na zawsze"
Wiadomość o śmierci Sasina dotarła do mediów z kilkudniowym opóźnieniem, co tylko podkreśla, jak bardzo stronił od rozgłosu. Gdy nekrologi zaczęły się pojawiać, środowisko artystyczne natychmiast przypomniało sobie jego rolę w polskiej kulturze.
Ministra kultury i dziedzictwa narodowego Marta Cienkowska pożegnała go publicznie. "Ze smutkiem przyjęłam wiadomość o śmierci Andrzeja Sasina, wybitnego reżysera dźwięku i producenta muzycznego, wirtuoza nieoczywistych brzmień, związanego z Filharmonią Narodową w Warszawie. Mistrzu, pozostaniesz z nami na zawsze w setkach utrwalonych nagrań. Polska kultura została wzbogacona o twoje niezwykłe dzieła, jest dzięki temu nie tylko piękniejsza, ale i bardziej zróżnicowana" - napisała Cienkowska.
Głos zabrała też sama Filharmonia Narodowa: "Trudno wyobrazić sobie Filharmonię Narodową bez Jego obecności, charyzmy, perfekcjonizmu i nieustannego poszukiwania doskonałego brzmienia" - przekazała instytucja w mediach społecznościowych.
Dwa Grammy i dziesiątki Fryderyków - kariera bez granic
Dorobek Sasina miał wymiar absolutnie międzynarodowy. Był dwukrotnym laureatem Grammy Awards - w 2013 i 2017 roku - za realizacje albumów związanych z twórczością Krzysztofa Pendereckiego. To jedne z najbardziej prestiżowych wyróżnień w świecie muzyki klasycznej i produkcji dźwięku na świecie.
W Polsce jego nazwisko pojawiało się przy projektach nagradzanych i nominowanych do Fryderyków, zwłaszcza w obszarze muzyki poważnej, nagrań orkiestralnych i chóralnych. Przez lata współtworzył największe fonograficzne sukcesy Filharmonii Narodowej - płyty, które trafiły do domów melomanów na całym świecie.
Jego praca była z definicji niewidoczna - słyszalna, ale nie pokazywana. I może właśnie dlatego pożegnanie, które przyszło z opóźnieniem, zaboli środowisko jeszcze długo.



