Sto pięćdziesiąt metrów od sceny, schowani pod drzewami - tak wyglądała publiczność na jednym z koncertów Zenka Martyniuka. Większość po prostu zmyła się przed końcem.
Zenek Martyniuk w tym sezonie gra nawet trzy koncerty dziennie. Latem tempo jest mordercze - a tegoroczny koniec czerwca przyniósł temperatury, których w Polsce dawno nie było. Piosenkarz nie ukrywa, że już sam widok grafiku na niedzielę przyprawia go o zawrót głowy.
Trzy koncerty w jeden dzień podczas największego upału od stu lat
W niedzielę Martyniuk ma zagrać w Tomaszowie Mazowieckim, Bytomiu i Chorzowie - i to w dniu, gdy słupki rtęci mają bić rekordy. "Ta niedziela będzie ciężka do przeżycia. Sama jazda autem plus zagranie trzech koncertów to będzie nie lada wyczyn. Akurat trzy moje koncerty wypadły w dniu, kiedy temperatura ma być chyba najwyższa od ponad stu lat" - mówił w rozmowie z "Faktem". Martyniuk przyznaje, że scena potrafi rozgrzać się do 40 stopni, a najgorsze godziny to między 15 a 17. Wieczorem - jak sam mówi - robi się trochę lżej.
Publiczność uciekła w środku koncertu. Co zostało pod sceną?
Kilka lat temu podczas jednego z popołudniowych występów upał zrobił z publicznością coś, czego Zenek się nie spodziewał. Słuchacze odsunęli się od sceny nawet o sto pięćdziesiąt metrów i schowali w cieniu drzew. Część nie wytrzymała w ogóle. "Graliśmy po południu i pamiętam, że ludzie stali daleko od sceny, jakieś sto pięćdziesiąt metrów, chowali się pod drzewami. Większość po prostu uciekła i została tylko garstka pod sceną" - relacjonował piosenkarz w rozmowie z "Faktem". Mimo wszystko gwiazdor disco polo nie rezygnuje. "Mam nadzieję, że jakoś sobie poradzimy w tę niedzielę" - dodał z nadzieją w głosie. Pytanie, czy tym razem fani wytrzymają do bisu.




