Pojechał odwiedzić koleżankę w sanatorium. Wrócił z nową miłością. Zdzisław Obst z Gryfina udowadnia, że los potrafi zaskoczyć w każdym wieku.
Pojechał odwiedzić koleżankę w sanatorium. Wrócił z nową miłością. Zdzisław Obst z Gryfina udowadnia, że los potrafi zaskoczyć w każdym wieku.
Rozstanie z Wiesią go przybiło. Zadzwoniła przyjaciółka
Zdzisław Obst, Król Turnusu 7. edycji Sanatorium miłości, po programie znalazł partnerkę poza kamerami. Związek z Wiesławą trwał kilka miesięcy - skończył się w listopadzie, gdy ukochana poprosiła, żeby odwiózł ją do domu. Bez słowa wyjaśnienia, bez szansy na rozmowę. Nawet syn Wiesi próbował ich pogodzić w sylwestra - bez skutku. Zdzisław przyznał to publicznie dopiero na początku 2026 roku, długo po rozstaniu.
W smutku pomogła mu Małgorzata Mikusek - koleżanka z planu, którą fani programu znają jako Małgosię z Toskanii. To ona namówiła Dzinia, żeby wpadł do niej do Kudowy-Zdroju, gdzie wtedy przebywała.
Kudowa-Zdrój zagrała rolę swatki. Danusia była 'najpiękniejszą niespodzianką'
Właśnie tam, w sanatorium w Kudowie-Zdroju, Zdzisław poznał Danusię. Wyjechał do przyjaciółki, a wrócił zakochany - i to podobno od pierwszego wejrzenia. Małgorzata Mikusek w rozmowie z tygodnikiem Rewia nie kryje radości: „Poznałam ich ze sobą. Od razu wpadli sobie w oko. Cieszyłam się ogromnie, że Dzinio odzyskiwał przy Danusi radość życia, bo rozstanie z poprzednią partnerką, Wiesią, ogromnie go przybiło. To przecież niesamowicie wrażliwy mężczyzna".
Sam Zdzisław w tej samej rozmowie przyznaje wprost: „Jestem zakochany. Udało mi się stworzyć związek z wyjątkową kobietą. Czuję, że nasza relacja rozwija się szybko, ale chociaż dzieli nas 300 kilometrów, to nie zamierzamy narzekać. Podróże stały się częścią naszej historii".
Danusia mieszka w okolicach Poznania - to prawie 300 kilometrów od Gryfina. Para jeździ do siebie nawzajem i na razie żadne z nich nie narzeka na odległość. Nowa partnerka Zdzisława nie planuje zostać gwiazdą - nie pokazuje się publicznie, ale zrobiła wyjątek podczas niedawnego zlotu uczestników programu w Sianożętach. O poznaniu Dzinia mówi podobno, że była to najpiękniejsza niespodzianka od losu.
Historia Zdzisława to dowód, że czasem wystarczy wsiadać w samochód i jechać do przyjaciela. Reszta dzieje się sama. A co wy myślicie - czy związki na odległość mają sens po sześćdziesiątce? Dajcie znać w komentarzach.



