Koncert Polsatu z okazji Dnia Matki miał być wzruszający - i był, tyle że nie do końca w sposób, jakiego można było się spodziewać. Michał Wiśniewski najpierw doprowadził mamę Grażynę do łez, a potem ze sceny pozdrowił kolejno Martę, Anię i Polę.
Koncert "Nie ma jak u mamy" w toruńskiej arenie zebrał we wtorek gwiazdy polskiej estrady razem z ich matkami. Emocji nie brakowało - ale to Michał Wiśniewski zadbał o najbardziej nieoczekiwany moment wieczoru.
Mama Grażyna wyznała prawdę o ich relacji
Na scenie liderowi Ich Troje towarzyszyła mama Grażyna. I od razu zrobiło się poważnie - bo kobieta bez owijania w bawełnę opowiedziała o tym, jak wyglądała ich relacja przez lata.
- Nasze relacje były bardzo ciężkie, bo 20 lat pracowaliśmy nad tym, żeby to wszystko się zmieniło. A dzisiaj się cieszę, że go mam - powiedziała mama Wiśniewskiego ze sceny podczas koncertu Polsatu.
Oczy zaszkliły się jej wyraźnie. Wiśniewski też miał łzy w oczach - przez chwilę. Bo chwilę to właśnie trwało.
"Pozdrawiam mamy moich dzieci, a to trochę potrwa"
Gwiazdor błyskawicznie przełączył tryb z wzruszonego syna na... siebie. Ogłosił ze sceny, że nadal mieszka z własną matką - po czym dodał, że "w zasadzie to ona mieszka teraz u niego". A potem przyszło to, na co część widowni chyba nie była gotowa.
- Korzystając z tego, że jestem tutaj dzisiaj, to chciałbym pozdrowić mamy moich dzieci, a wiadomo to trochę potrwa: Marta, Ania, Pola, wszystkiego najlepszego - wypalił Wiśniewski ze sceny Polsatu.
Trzy imiona. Z imienia. Publicznie. W Dzień Matki. Przy własnej mamie.
Czy pani Grażyna w tym momencie żałowała tych 20 lat pracy nad relacją z synem - tego już kamera nie uchwyciła. Ale fani w sieci mają na ten temat wyraźne zdanie.
Co myślicie - Wiśniewski to mistrz autoironii czy jednak przesadził? Piszcie w komentarzach.



