Mandaryna idzie na parkiet, a jej były mąż? Siedzi w domu i nie zamierza tego zmieniać. Michał Wiśniewski uciął spekulacje jednym zdaniem.

Od lat fani „Tańca z gwiazdami" marzą o tym samym scenariuszu: Mandaryna i Wiśniewski na jednym parkiecie. Ona właśnie potwierdziła udział w 19. edycji show. On - jak zawsze - powiedział nie. Tyle że tym razem wytłumaczył to dokładniej niż kiedykolwiek wcześniej.

Dlaczego Wiśniewski nie zatańczy w TzG?

Michał Wiśniewski w wywiadzie dla „Faktu" przyznał, że taniec towarzyski po prostu go nie interesuje - i że tę postawę zamierza utrzymać do końca życia. Nie chodzi o pieniądze, nie chodzi o Mandarynę. Chodzi o to, że parkiet konkursowy leży poza jego światem.

„Będę w tym konsekwentny raczej do końca swojego życia. Mówię tak dlatego, że zawsze zostaje ten 1 proc. Musiałbym być bardzo zdesperowany. Proszę mnie tylko źle nie zrozumieć. Nie jest to po prostu coś, co leży w strefie moich zainteresowań, choć myślę, że mógłbym być nawet całkiem niezłym tancerzem" - powiedział piosenkarz w rozmowie z „Faktem".

Zostawił sobie jednak furtkę. Ten jeden procent. Fani oczywiście natychmiast go wyłapali.

Mandaryna tańczy, Wiśniewski kibicuje - taki plan

W minionym tygodniu w programie „halo tu Polsat" ujawniono dwie pierwsze uczestniczki jesiennej edycji. Obok Heleny Englert na parkiecie pojawi się Mandaryna, która już na starcie zaznaczyła, że tańcem towarzyskim nigdy się nie zajmowała - jej żywioł to hip-hop, gdzie rządzą zupełnie inne zasady.

Wiśniewski zadeklarował, że jeśli była żona zaprosi go na widownię, chętnie pojawi się w studiu. Jako kibic. Na tym jego rola ma się skończyć.

Brzmi znajomo? Bo to właściwie ta sama odpowiedź co rok temu - tylko tym razem podana z większą precyzją i tym słynnym jednym procentem niepewności. Czy to wystarczy, żeby producenci TzG jeszcze kiedyś spróbowali? Sami wiecie, jak to działa w show-biznesie.