Większość gwiazd sprzedaje prywatność chętnie i po kawałku. Więdłocha i Pawlicki od ponad dekady robią dokładnie odwrotnie - i wiedzą, ile ich to kosztuje.

W świecie, gdzie każdy influencer monetyzuje własne śniadanie, a każda gwiazda ma kontrakt na unboxing, Agnieszka Więdłocha i Antoni Pawlicki trzymają się jednej zasady: prywatność zostaje prywatna. Brzmi prosto. W praktyce - jak przyznał sam Pawlicki w podcaście Twojego Stylu - to decyzja, która odbija się na koncie bankowym.

Skąd ta zasada? Sięga początków związku

Para poznała się na planie serialu, zbliżyła w 2015 roku. Od samego startu oboje mieli podobne podejście do mediów - i to był fundament. Jak wyjaśnił 42-letni aktor: "Od początku oboje się w tym spotkaliśmy". Chodzili na ścianki, ale tylko przy konkretnym projekcie - filmie, spektaklu. Sama obecność przed obiektywem bez powodu? "Dla nas obojga było nieporozumieniem. W ogóle tego nie kumaliśmy" - powiedział Pawlicki w podcaście.

Dziś, gdy social media zmieniły reguły gry, ich filozofia pozostała ta sama. "Tamta zasada przełożyła się na dzisiejsze czasy. Pokazywanie swojego życia prywatnego tylko po to, żeby je pokazać - wydaje nam się rzeczą bez sensu" - tłumaczył aktor.

"Przez to nie jesteśmy w stanie tyle zarobić" - Pawlicki mówi wprost

Antoni Pawlicki nie owijał w bawełnę. Świadomie rezygnują z zasięgów, a zasięgi to dziś gotówka. "Przez to, że nie pokazujemy życia prywatnego, nie sprzedajemy siebie, nie jesteśmy w stanie osiągnąć tylu obserwujących, a w związku z tym tyle zarobić. Trzeba jasno to powiedzieć" - stwierdził w rozmowie. Dodał też, że mniejsze zasięgi na Instagramie to po prostu fakt, z którym się pogodził: "Może mam mniejsze zasięgi, to jest fakt" - przyznał bez żalu.

Więdłocha ma na Instagramie 219 tys. obserwujących, Pawlicki - 81,4 tys. Przy dzisiejszych standardach influencer marketingu to liczby skromne jak na aktorów ich kalibru. Ale oboje używają social mediów przede wszystkim do promowania wspólnych projektów zawodowych. "Wypromowaliśmy spektakl dzięki social mediom i dzięki naszemu wspólnemu działaniu" - mówił Pawlicki. Więdłocha dodała: "Social media dały taką możliwość, że możemy się z ludźmi, którzy nas lubią i cenią, tym wszystkim podzielić, i to jest wspaniałe".

Para ma córkę Walerię oraz drugie dziecko, którego imienia i płci do dziś nie ujawnili. I nie zamierzają. "Mamy potomstwo, mamy jakąś prywatność i wiemy, że chcemy to chronić po to, żeby się czuć normalnie w życiu" - wyjaśnił aktor.

W show-biznesie pełnym otwartych domów, relacji ze szpitala i wspólnych sesji na Instagramie - ta para robi coś naprawdę rzadkiego. Pytanie, czy dziś to odwaga, czy po prostu luksus tych, którym nazwisko wystarcza za marketing.