Polski internet znowu się zatrzymał, a Wardęga WBIJA SZPILE tym, którzy zamieniają akcję charytatywną w polowanie na selfie.
Piotr Hancke z grupy ŁatwoGang 22 maja 2026 wystartował rowerem z Zakopanego do Gdańska. Cel był jasny: uzbierać 12 milionów złotych na leczenie chorego na dystrofię mięśniową Duchenne'a (DMD) Maksa Tockiego. Wszystko transmitowane na żywo, służby porządkowe włączały się na trasie, a jak donosi Wardęga w swoim komentarzu - powstał prawdziwy fenomen bez wielkich agencji marketingowych. Finalnie Piotrek pokonał 660 kilometrów w 52 godziny i razem z fanami zebrał 19,8 miliona złotych dla trójki chorych dzieci.
12 baniek w 40 godzin. Makówka by tak nie umiała
Wardęga w swoim stylu od razu rozbroił sytuację żartem o sobie:
"Kurczę, widzicie, ja jakoś źle poprowadziłem, nie wykorzystałem tych swoich możliwości. Na przykład z Makówką bym mógł przejechać, bo ona chyba nie robi Iron Mana, więc byśmy przejechali od Warszawy do Łomianek przez tydzień. Dziennie 5 km byśmy robili, zbierali 5000 zł."
A potem już na poważnie. Według informacji podawanych na transmisji jeszcze przed startem na zbiórce siedziało kilkadziesiąt tysięcy złotych. Po odpaleniu licznik runął w górę: 400 tysięcy w kilka minut, milion po niecałych dwóch godzinach streama. Piotrek przekroczył 5 milionów następnego ranka, a docelowe 12 baniek dla Maksa zebrano - jak podają RMF24 i organizatorzy - w niedzielę około 8:45, czyli po niespełna 40 godzinach od startu.
Wardęga podliczył też skalę społeczności wokół ŁatwoGang:
"5 milionów i jest 110 000 wspierających, to pewnie łącznie wpłaciło z 300 albo 400 000 ludzi na te wszystkie trzy zbiórki. To jest ogromna społeczność."
Wardęga WBIJA SZPILE fanom. "Leżeli na jego busie"
Po ciepłym wstępie przyszła zimna prawda. Wardęga nie owijał w bawełnę i mocno krytykował zachowanie części widzów, którzy według niego zamiast pomagać, robili z trasy polskie GTA.
"Doszło nawet do sytuacji, gdzie ŁatwoGang spadł z roweru. Były sytuacje, że nawet ekipa techniczna nie była w stanie się do niego dostać, a ludzie ich prośby o umożliwienie przejazdu mieli po prostu w dupie."
Według relacji z transmisji na poboczu wylądował helikopter, dzieci wybiegały na drogę, a gdy Piotrek próbował się zatrzymać, fani niemal leżeli na jego busie. Wardęga zwrócił uwagę, że chłopak już drugiego dnia miał problemy żołądkowe, ciężko mu się oddychało, a jak twierdził sam Piotrek na streamie, pojawiły się podejrzenia zapalenia płuc:
"Mam poczucie, że nie uda mi się, że szansa, że uda mi się wrócić z Gdańska do Zakopanego na cięższej trasie z powrotem będzie niemożliwe dla mnie fizycznie."
Obietnica brzmiała bowiem tak, że jeśli zebrane zostanie 12 milionów przed dojazdem do Gdańska, Piotrek pośpi 81 godzin i pojedzie z powrotem na południe - jak deklarował na transmisji.
Wardęga WALI w toksyczną presję na celebrytach
Wardęga ostrzegł też przed czymś innym - przed widzami, którzy zaczęli wymagać od innych celebrytów publicznego raportowania wpłat.
"Widziałem, że Robert Burneika sprzedaje dom. A jakaś kobieta miała pretensje do Burneiki, że sprzedaje dom, a może lepiej jakby pokazał ile wpłacił na ŁatwoGang. Robi się taka dziwna presja. Nie róbcie tak, bo zaszkodzicie samemu ŁatwoGang."
Burneika faktycznie wystawił willę z basenem za 3,3 mln zł, co potwierdza Pudelek. Jako kolejny przykład efektu ubocznego Wardęga podał Blankę Lipińską, która zdystansowała się od akcji po wcześniejszej fali hejtu po Cancer Fighters. Wardęga twierdzi, że to właśnie sztuczna presja fanów odstrasza potencjalnych darczyńców.
Kanał Zero, dwupiętrowy bus i "pijawka"
Wardęga skomentował też głośną aferę z równoległą transmisją Kanału Zero, który wynajął dwupiętrowy bus i wysłał Dawida Chęcia, by relacjonował trasę Piotrka z lotu ptaka.
"Kanał Zero został określony nawet jako pijawka. Stanowski tłumaczył, że dostali zgodę od ŁatwoGang i ten miał się wręcz ucieszyć na taki pomysł."
Komentując sam stream, Wardęga ironizował: "jest niby tam jakieś miejsce, żeby usiąść i pogadać, ale nie ma tam za bardzo ciekawych gości. Chyba że ktoś lubi oglądać Dawida Chęcia."
Kto to ŁatwoGang, kto Maks, Adaś i Wojtuś
ŁatwoGang to internetowa formacja założona przez Piotra Hancke (znanego też jako Garkowski) z Warszawy. Miesiąc wcześniej, w kwietniu 2026, grupa pobiła rekord Guinnessa najdłuższym charytatywnym streamem w historii: 179 godzin i 25 minut na rzecz Cancer Fighters, podczas którego zebrano ponad 251 milionów złotych.
Tym razem celami były trzy chore dzieci:
- Maks Tocki, 8 lat - dystrofia mięśniowa Duchenne'a (DMD), cel 12 mln zł, osiągnięty w niedzielę rano.
- Adaś Orlik, 4 lata - również DMD. Cel 3,5 mln zł, osiągnięty w trakcie trasy. Rodzice próbowali zebrać tę kwotę przez 3 lata bezskutecznie - ŁatwoGang zamknął zbiórkę w kilka godzin.
- Wojtuś, 2 lata - trzecia zbiórka, według informacji organizatorów nadal trwa.
DMD to postępująca, nieuleczalna choroba prowadząca do całkowitego zaniku mięśni. Leczenie podtrzymujące kosztuje miliony i trwa całe życie.
"Niech mu się wiedzie, ale świata nie zbawi"
Wardęga zakończył swój komentarz ciepło, ale z ostrzeżeniem. Pochwalił charakter Piotrka, jego skromność i to, że ani razu nie warknął na natrętnych fanów. Zaapelował jednocześnie, by politycy trzymali się od akcji z daleka - bo "jak w przypadku Owsiaka, druga połowa Polski by zaczęła hejtować".
"Co do ŁatwoGang, niech mu się wiedzie. Natomiast musi też mieć świadomość, że świata nie zbawi."
Zbiórka dla Wojtusia - trzeciego dziecka z trasy - według informacji organizatorów nadal trwa. Wardęga zalecił obserwować kanały ŁatwoGang i wspierać w miarę możliwości. Link do transmisji oraz zbiórki Wardęga standardowo zostawił w opisie swojego materiału na YouTube.



