Pani Teresa z Tczewa przyszła na koncert pamięci Stanisława Soyki, ale zamiast emocji artystycznych pamiętać będzie o braku kultury. Osoby z plakietkami VIP co kwadrans wychodziły do baru, a ona miała tego dosyć.
Kiedy dostaniesz bilet za darmo - inne zasady
Na pierwszy dzień Top of the Top Sopot Festival przyszło kilka tysięcy osób. Artyści grali świetnie - Kayah, Justyna Steczkowska, Natalia Szroeder i inni oddali hołd Stanisławowi Soyce nowymi aranżacjami jego piosenek. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie jedno małe (duże) "ale".
Pani Teresa siedziała obok mnie i obserwowała - mówi jedna z uczestniczek festiwalu w rozmowie z "Faktem". Widział, jak osoby z zaproszeniami VIP regularnie wstają, idą do baru, do punktu gastronomicznego, czasem po prostu do domu. Co kwadrans nowa wycieczka.
"Jak ktoś zapłaci - szanuje. Jak dostaje - jest nonszalancki"
Pani Teresa doszła do jasnego wniosku: osoby zapraszane (VIP-owie bez biletów) podchodzą do festiwalu zupełnie inaczej niż ci, którzy wcześniej odłożyli pieniądze na wejściówkę. Dla wielu z nich przyjazd do Sopotu to spory wydatek - planują go z wyprzedzeniem, czuwają nad każdą złotówką.
"Jak ktoś zapłaci za bilet, to wtedy to szanuje, a jak dostaje, to jest nonszalancki" - oceniła rozmówczyni "Faktu".
Nie mogą poczekać na przerwę, żeby napić się trochę. Uważam, że jest to po prostu zbyt częste - dodała. Szczególnie drażniło ją, że ludzie zaczynali opuszczać widownię jeszcze przed końcem koncertu. Bo samochód, bo korek, bo im się nudzi - wymówek było wiele.
Kultura wychodzi z mody
Pani Teresa wspomniała, że kiedyś udział w takimEventcie wiązał się z szacunkiem - zarówno strojem, jak i zachowaniem. Dzisiaj? Wszystko się powszednieje. Ludzie cieszą się bardziej z możliwości pójścia się napić lub zjeść coś, niż z tego, by oddać hołd artyście, który stoi na scenie i się stara.
To nie jest jedynym głosem krytyki pod adresem festiwalu - wcześniej media pisały o napięciu między Justyną Steczkowską a Kayah, które podobno się omijały "szerokim łukiem" w backstage'u. Ale tym razem problem jest bardziej uniwersalny - dotyczy każdego VIP-a, który zapomniał, że zaproszenie to przywilej, a nie prawo do niezaszanowania artystów.
Podobno kilka osób słyszało tę krytykę i zaczęło się czuć niekomfortowo. Ale do końca festiwalu zostało jeszcze kilka dni - może VIP-owie wreszcie nauczą się zasad dobrego wychowania na scenie (i poza nią).


