Poznała go w Budce Suflera, gdy miał jedynie gitarę i rozbitą przeszłość - żonę, którą właśnie opuścił. Urszula zaiskrzyła się z Stanisławem Zybowskim błyskawicznie. Jednak między pierwszym pocałunkiem a obrączką upłynęło coś, co zmienia wszystko: dziecko i amerykańska zielona karta.

Poznali się w autokarze, zakochali się w biegu

Była druga połowa lat 80., gdy 32-letni gitarzysta dołączył do zespołu, z którym Urszula współpracowała już prawie cztery lata. Stanisław Zybowski był wtedy świeżo po rozstaniu z żoną - przyszedł do Budki Suflera z walizką i tatuażem smutku na czole. "Był sympatyczny, zawsze uśmiechnięty, a przy tym bardzo miły dla oka" - wspominała piosenkarka w wywiadzie-rzece.

Oboje mieli za sobą rozstania. Ona - z Pawłem Markowskim, on - z poprzednią żoną. Ale na koncertowych turnach, gdy można było rozłożyć się wygodnie na dwóch siedzeniach autokarów albo przysiąść się do kogoś i gadać godzinami - wszystko się zmieniło. "Przegadaliśmy mnóstwo czasu" - opowiadała Urszula. Zaiskrzyło szybko. Zbyt szybko.

Dziecko przyszło, a on wciąż był żonaty

Jeśli poznali się pod koniec 1985 roku, a synek Gucio urodził się na początku 1987, to matematyka jest prosta - "szybko zaiskrzyło". Problem w tym, że Stanisław Zybowski wciąż formalnie nosił obrączkę od poprzedniej żony. Rozwód podpisał dopiero tuż przed wylotem do Ameryki w 1990 roku - trzy lata po narodzinach syna.

Dzisiaj to by wyglądało skandalicznie. Wtedy - w Polsce lat 80. - to była zwykła rzeczywistość. Urszula nie ukrywała tego faktu. Przeciwnie - pisała o tym w swojej autobiografii "Urszula", przyznając, że to była droga pełna kompromisów i czekania.

Ślub 'z rozsądku' w małym miasteczku New Jersey

Gdy Stanisław wygrał w amerykańskiej loterii wizowej zieloną kartę, zaproponował jej praktyczne rozwiązanie. "Powiedział mi: Chyba się pobierzemy, nie? Bo skoro ja mam kartę, ty, będąc moją żoną, możesz ubiegać się o obywatelstwo. Ułatwimy sobie tym życie" - wspominała Urszula w rozmowie z dziennikarzami.

I wzięli ślub. Ale nie był to ślub z filmów. Brak kościoła, brak fanfar, brak białej sukni. "Wzięliśmy na świadków naszych sąsiadów i pojechaliśmy do urzędu w Passaic Parku. Powiedzieliśmy sobie 'yes' i już. Poszło szybko, ale było miło i przyjemnie" - opisała w książce. Sama nazwała to "typowym małżeństwem z rozsądku".

Dopiero po powrocie do Polski w 1994 roku dokonali transkrypcji aktu ślubu w urzędzie w Lublinie. Egzamin na obywatelstwo amerykańskie? Przyszedł w 2001 roku - już po śmierci Stanisława. Urszula pojechała sama do New Jersey, zdała test i wróciła do Polski.

"Staszek wierzył, że nam się uda"

Po czteroletnim pobycie za oceanem Urszula powróciła na polskie listy przebojów dzięki piosenkom, które dla niej skomponował Stanisław. "Staszek był jedyną osobą, która wierzyła, że nam się uda. Bez jego determinacji nie byłoby 'Białej drogi', a później 'Supernovej'" - przyznała wokalistka.

Gdy w 2000 roku skończyli budowę domu w Józefowie, Stanisław był już chory. Chorował ponad dwa lata. Urszula była przy nim do końca - trzymała go za rękę w szpitalu Akademii, gdy 22 listopada 2001 roku gitarzysta Budki Suflera odszedł.

Z "małżeństwa z rozsądku" wyrosła miłość, która przetrwała rozstania, emigrację i chorobę. To nie był ślub z wyobrażeń, ale był prawdziwy.