Cztery dni nagrań, cztery dni łez. Właścicielka Gospody Dzikie Fiołki z Karpacza przyznała, że plan 'Kuchennych rewolucji' to doświadczenie, które do dziś jej nie daje spokoju.
Pierwsza zmiana w telewizji, druga zmiana za kamerami
W piątym odcinku 33. sezonu 'Kuchennych rewolucji' Magda Gessler pojawiła się w Izbie pod Śnieżką w Karpaczu. Restauracja potrzebowała ratunku - kuchnia chaosu, szefowa odchodzi w trakcie nagrań, napięcie sięga szczytu. Dla widza to emocjonujący materiał. Dla uczestniczki? Zmora.
W rozmowie z youtuberem Wojkiem właścicielka restauracji postanowiła opowiedzieć, co działo się poza kamerami. To, czego producenci nie montują do finału.
"Całe cztery dni przepłakałam" - co działo się na planie
Według relacji uczestniczki, pierwszy dzień przebiegał jeszcze znośnie. "Są mili, w miarę spokojnie" - wspomina. Ale co dalej? Horror.
"Ja marzyłam, żeby to się skończyło. To jest straszne, straszne, straszne. To jest nieludzkie, co oni robią z ludźmi" - wyznała wprost. Jej słowa padły w kontekście presji, którą odczuwała przez cztery dni realizacji. Kobieta przyznała, że nie wiedziała, co ostatecznie pokażą, a sama czekała wyłącznie na koniec nagrań.
To mocne oskarżenie. Producenci programu w materiałach, które dotarły do mediów, nie odnieśli się do tych zarzutów. Dlatego słowa uczestniczki należy traktować jako jej osobiste doświadczenie, a nie ostateczny werdykt na temat pracy przy każdym odcinku.
Magda Gessler "za kamerami" to inna kobieta
Jednak uczestniczka zaznaczyła coś istotnego: po wyłączeniu kamer Magda Gessler całkowicie się zmieniła. "Pani Magda sama do mnie dzwoniła i taka jest miła" - podkreśliła. To rozróżnienie jest kluczowe. Nie chodzi tutaj o konflikt z gospodynią programu czy osobisty spór. Chodzi o samą atmosterę nagrań, presję i sposób, w jaki realizuje się tego typu produkcje.
Gospoda Dzikie Fiołki ostatecznie przeszła metamorfozę, restauracja dostała nową nazwę, a finałowa kolacja wyglądała obiecująco. Z perspektywy telewizji - sukces. Z perspektywy uczestniczki - cztery dni, które chciałaby zapomnieć.
Co na to producenci?
'Kuchenne rewolucje' od lat budują swoją markę na dramaturgii i emocjach. Konflikty, napięcia, momenty załamania - to składniki, które trzymają widza przy ekranie. Ale czy kosztem zdrowia psychicznego uczestników? Uczestniczka z Karpacza jednoznacznie sugeruje, że tak.
Zobacz na Instagramie








