Marianna Janczarska nie ma wątpliwości - mama to kobieta z żelaza. Ale żelazo potyka się o żelazo, gdy oboje mają upór w genach.
W nowym wywiadzie dla magazynu "Co Za Tydzień" TVN córka Ewy Błaszczyk rozprawiła się z mitem idealnej relacji. Choć szanuje siłę i konsekwencję aktorki, przyznała wprost: z mamą to nie zawsze jest miód i mleko.
Upartość z dwóch stron
Mariana Janczarska nie ukrywa podziwu dla postępowania matki wobec zdrowotnych wyzwań, przed którymi stoi jej siostra bliźniaczka Aleksandra. Jednak codzienne życie pod jednym dachem? To zupełnie inna historia.
"Cenię w niej to, że wszystko jest możliwe. Myślę, że tego mnie nauczyła, chcąc nie chcąc" - powiedziała w rozmowie. Sekunda później jednak zmienia ton. "Bardzo mnie denerwuje, że jest uparta i wszystko musi być po jej myśli, tu bardzo się ścieramy" - wyznała z typową dla siebie szczerością.
Marianna sama zajmuje się aktorstwem, pisze i wspomaga pracę matki w organizacji "A kogo?". Podobny charakter? Pewnie nie ułatwia. Ale córka rozumie, skąd się bierze ta niechęć do kompromisów.
Jak budowała się klinika "Budzik"
W wywiadzie Janczarska wróciła do początków największego projektu mamy. Obserwowała, jak wizja Ewy Błaszczyk spotykała się z niedowierzaniem branży. Niektórzy wprost ją wyśmiewali.
"Byłam wielokrotnie świadkiem tego, że nawet ktoś się śmiał, że aktorka wybuduje klinikę. Wiesz, ile było takich głosów? Bardzo dużo osób. I w twarz, i za plecami" - opowiadała Marianna.
Z perspektywy córki to była lekcja wytrwałości. Ewa Błaszczyk musiała walczyć nie tylko z osobistym dramatem, ale i z krytyką otoczenia. Mimo wszystko realizowała swoje założenia.
"Trzeba mieć bardzo dużą siłę w sobie, żeby to wyrzucać i robić swoje" - podsumowała Janczarska.
Wywiadu udzieliła magazynowi "Co Za Tydzień" TVN. I choć córka przyznaje, że czasem z mamą "bardzo się ścierają", szacunek do jej determinacji jest niezachwiana.




